Dziennik Gazeta Prawana logo

Naszą-klasę wolę w internecie niż w realu

4 lutego 2008, 02:40
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
W sobotnim DZIENNIKU przeczytałam tekst o tym, że knajpki w całej Polsce oblężone są przez klasowe spotkania poumawiane na portalu Nasza-Klasa. W niektórych lokalach odbywają się nawet po trzy takie imprezy dziennie. W dodatku wskrzeszone po latach grupy umawiają się na następne nasiadówki. Prawdę mówiąc, zupełnie nie rozumiem tych ludzi. Ja po spotkaniu klasowym byłabym prawdopodobnie emocjonalnym wrakiem - pisze w DZIENNIKU Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin.

Zastrzegam nie czuję się inna niż siedem milionów Polaków. Ja też wsiąkłam w Naszą-Klasę. Też spędzam noce na portalu, oglądam z uznaniem - albo satysfakcją - zdjęcia koleżanek z podstawówki i liceum, płaczę ze śmiechu, czytając na klasowych forach wspominki o kolegach, którzy na kartkówkach przyczepiali nauczycielom ściągi do pleców. Fajna zabawa. Radość z odnawiania dawno przepadłych znajomości. Koleżanki z ławki to superkobiety, cudownie się z nimi mailuje. Jednak jestem pewna: to się udaje, bo dzieje się to w internecie.

Nie byłam na swoim spotkaniu klasowym. Usprawiedliwienie miałam lepsze niż zwolnienie lekarskie: mieszkam w Warszawie, a spotkanie było w Gdańsku. Gdybym mieszkała tam, gdzie się uczyłam, pewnie bym poszła. I pewnie wróciłabym w takim samym stanie jak moja przyjaciółka z Warszawy, która pewien sobotni wieczór spędziła przy piwie z towarzystwem z liceum.

Była niedziela, grubo przed południem, kiedy odebrałam od niej telefon. "Po co ja tam lazłam?" - krzyczała do słuchawki. "Wczoraj znowu byłam Anią z liceum. Przecież ja jestem już zupełnie innym człowiekiem. Nie chcę znowu mieć tamtego życia".

Myślę więc sobie o Kasi z liceum, czyli o człowieku, którym wtedy byłam. Łatwo mi to przychodzi, bo w mojej wirtualnej klasie kolega umieścił zdjęcie z jakiejś klasowej imprezy. Siedzimy w kilkanaście osób na kanapie w dużym pokoju mojej koleżanki z ławki. Ja w drugim rzędzie, widać tylko moją twarz. Lubiłam to zdjęcie. Nie lubiłam natomiast takich, na których było widać grube nogi. Dziś o grubych nogach swobodnie mogę pisać w gazecie. Dziś bez względu na to, jakie są fakty, grube nogi w moich emocjach nie funkcjonują. Wtedy to było przekleństwo.

Człowiek z późnej podstawówki, człowiek z liceum, to człowiek wulkan. Nigdy nie traktowałam życia tak poważnie jak 20 - 25 lat temu. Wszystko było piekielnie ważne, o wiele więcej rzeczy było piekielnie bolesnych. Grube nogi to tylko szczegół katalogu tamtych kompleksów, lęków, nadziei i rozczarowań. O mękach dojrzewania napisano już zbyt dużo książek, żeby trzeba to było tłumaczyć. Po co do tego wszystkiego z własnej woli wracać? Jestem tego pewna: to nie jest tak, że na spotkaniu klasowym ożywają tylko wesołe wspomnienia.

Moja klasa z liceum była świetna, tworzyliśmy 30-osobową paczkę, która przychodziła na wagary do mnie do domu, a mama udawała, że nie widzi, jak wszyscy po kolei wchodzą do pokoju (wieczorami słyszałam zza ściany, jak tłumaczy ojcu: Przynajmniej mam ich na oku). Robiliśmy wspólne wypady i wspólne imprezy. Ale jak w każdej grupie były między nami konflikty: ktoś kogoś krzywdził, ktoś był bez żadnego powodu odrzucony. Jeden był klasowym idolem, inny średniakiem, który chce się wybić, jeszcze inny funkcjonował na peryferiach paczki. Oprócz wspólnych imprez i wagarów były wojny i koalicje.

Spotkanie klasowe to nagłe wejście w ten scenariusz napisany 20 lat temu. To udział w dawno wyreżyserowanym filmie, w którym gra się rolę dawno nieistniejącego człowieka. To wejście w stare buty, z których już się wyrosło. Tak, to na pewno radość ze spotkania dawnej przyjaciółki, z którą wtedy emocjonalnie było się bliżej niż teraz z własnym mężem. To zapierające dech dyskusje i żarty z genialnym kolegą, który znowu powala ogromem swej genialności. Ale to również konieczność picia piwa z koleżanką, której nigdy się nie lubiło, z jakąś klasową intrygantką albo wpływową w grupie wredotą. I choćby nie wiem, jak dumną minę się przy niej zrobiło, choćby nie wiem, jakimi sukcesami się przy niej pochwaliło, choćby nie wiem, jakie chude nogi dziś się miało, to i tak będzie jak w Lokomotywie: i choćbyś nie wiem jak się wytężał - to nie udźwigniesz, taki to ciężar. Nic jej nie zaimponuje, znowu cię zmasakruje. Bo ona dobrze wie, w kim się bez wzajemności kiedyś kochałeś, jakie upokorzenia znosiłeś przed tablicą na łacinie i jakie straszne ciuchy wtedy nosiłeś.

Dlatego moje szkolne klasy najbardziej lubię na Naszej-Klasie. Wtedy zaglądam do dawnych znajomych, siedząc we własnym domu, który przypomina mi, że od matury minęło 20 lat. A kiedy poczuję, że moje nogi niebezpiecznie zaczynają pęcznieć, opuszczam klasowe forum i idę spać obok męża i dziecka - ludzi, którzy teraz są najważniejszą częścią mojego życia, a których wtedy nie znałam.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj