"Ty większa paskuda! Nie, ty większa paskuda!" - tak Ludwik Dorn, wtedy poseł niezależny, opisał debatę z 2000 roku. Dotyczyła ona finansowania przez spółki Skarbu Państwa prywatnej Telewizji Familijnej. Lewica oskarżała rządzącą AWS o polityczny faworytyzm. AWS-owcy przypominali w odpowiedzi długą listę grzechów postkomunistów wobec medialnego rynku.

Dokładnie tak wygląda parlamentarna debata o ustawie medialnej forsowanej przez Platformę. Czego broni PiS? Medialnego pluralizmu, jak głosi posłanka Kruk? A może sztuczek, za pomocą których ekipa Andrzeja Urbańskiego w TVP próbowała pomagać partii Kaczyńskiego w utrzymaniu władzy? Co zapowiada PO? Odpolitycznienie TVP, jak zapewnia posłanka Śledzińska-Katarasińska? Czy skok koalicji na media publiczne, co nowa ustawa umożliwia nawet po wstydliwym przeniesieniu rozdawnictwa medialnych stanowisk z rąk ministra skarbu do fasadowej Krajowej Rady (czyli tak, jak było za SLD i za PiS).

Widzę w stanowiskach obu partii jedną tylko różnicę. Platforma chce media publiczne nie tylko przechwycić, ale i osłabić - stąd projekt kasowania abonamentu. Przy sympatiach stacji radiowych i telewizyjnych ku politykom liberalnym zaduszenie TVP jest dla niej jeszcze lepszym interesem niż przekształcenie jej w tubę propagandową rządu. PiS broni nie tylko własnych ludzi na Woronicza, ale i systemowego status quo. Bo przy silnych mediach publicznych pozycja partii niekochanej przez establishment poprawia się przynajmniej potencjalnie (mogą je odzyskać po wyborach).

Obecny status zwłaszcza telewizji publicznej jest pokraczny. To równocześnie firma próbująca istnieć na rynku na komercyjnych zasadach i instytucja publiczna wspierana swoistym podatkiem, jakim jest abonament. Prowadzi to do nieuczciwej konkurencji wobec stacji prywatnych - to punkt dla argumentów Platformy. Gdy dodać upolitycznienie TVP, racje za zniesieniem abonamentu jawią się jeszcze klarowniej. Dlaczego wyborca PO ma finansować partyjną telewizję PiS lub na odwrót?

Na drugiej szali można położyć kulturotwórczą rolę TVP finansującej ambitne filmy i historyczne reportaże. Nie łudźmy się, oszczędzanie na niej nie uderzy wyłącznie w programy, które kochają politycy. Ale nie oszukujmy się też - kontekst polityczny, o którym mówią PiS-owcy, nie jest wymyślony. Finansowe podtopienie mediów publicznych to ruch na rzecz utrwalenia medialnej przewagi PO.

Z silnymi mediami publicznymi jest jak z finansowaniem partii z budżetu. Mnóstwo w nich patologii, a jednak nasuwa się pytanie: czy wolna amerykanka po ich skasowaniu będzie sprawiedliwsza. Pozbawić telewizję cech komercyjnej firmy byłoby politykom łatwo. Wystarczy ograniczyć w niej emisję reklam. Na odpolitycznienie nikt nie wymyślił systemowego lekarstwa, a tak naprawdę jedynym skutecznym byłoby samoograniczenie się polityków. Tylko po co Donald Tusk o krok od wymyślenia recepty na własną medialną przewagą miałby sobie czegoś odmawiać?

Możliwe wszakże, że z tą receptą Tusk będzie musiał - wobec groźby prezydenckiego weta - zaczekać. Że odda skasowanie abonamentu w zamian za poparcie lewicy dla ustawy - ona woli dzisiejszy model rynku medialnego. Wówczas trzeba się będzie zadowolić rozdrapaniem posad w publicznych mediach do spółki z SLD. Też prostsze niż jałowe debaty o odpolitycznianiu czegokolwiek.