BOGUMIŁ ŁOZIŃSKI: Dlaczego IPN wchodzi w ostre spory polityczne?
JAN ŻARYN*: Sam tego nie robi, jest raczej wywoływany do tablicy przez polityków, którym nie podobają się nasze ustalenia naukowe czy projekty edukacyjne. Politykom wydaje się, że mogą karcić niezależną instytucję badawczą, za to, że ich wizja historii jest inna.

Reklama

A czy publikacja przez IPN książki Cenckiewicza i Gontarczyka o Wałęsie nie była wejściem w ostry spór polityczny?
W intencjach zdecydowanie nie, w skutkach zapewne tak. Jednak IPN nie jest stroną w tym sporze choć był najostrzej atakowany. IPN był od kilku lat bombardowany przez opinię publiczną, aby opisać przeszłość Lecha Wałęsy w latach 70. Problem uwikłań Lecha Wałęsy w początkach lat 70. był jednym z najważniejszych w debacie publicznej lat 90. i jednym z kluczowych dla oceny konspiracji solidarnościowej lat 80.

Zarzuty wobec IPN dotyczą nie tyle treści książki, ile tego, że pokazuje ona tylko wycinek życia Wałęsy. Nawet część historyków IPN uważa, że jeśli powstał jedynie opis fragmentaryczny, to lepiej, aby się nie ukazywał pod auspicjami instytutu i ze wstępem prezesa.
Namawiałem prezesa Kurtykę, by ta książka ukazała się w IPN. Dzięki temu autorzy mieli większą szansę ochrony. Wydanie jej poza instytutem świadczyłoby o tchórzostwie IPN. Prezes Kurtyka i ja byliśmy wewnętrznymi bardzo wnikliwymi recenzentami tego dzieła, po to, aby wziąć za jej treść pełną odpowiedzialność. Zarzut o fragmentaryczność jest prawdziwy. Jednak badania naukowe mają swoją logikę, dynamikę i badacz jest suwerennym twórcą swoich tematów. Może więc zająć się tylko fragmentem biografii danej osoby.

Cenckiewicz zrezygnował z pracy w IPN.
Cenckiewicz jest wybitnym historykiem. Niewątpliwie podejmuje tematy historyczne, które wpisują się w bieżącą politykę i płaci za to bardzo dużą cenę. On i Piotr Gontarczyk byli za tę książkę haniebnie pomawiani. Wydaje się, że Cenckiewicz doszedł do kresu wytrzymałości.

Czy tego rodzaju presją była interwencja w gdańskim oddziale IPN pracownicy kancelarii marszałka Senatu Bogdana Borusewicza?
Z notatki jaką otrzymałem od oddziałowego Biura Edukacji Publicznej w Gdańsku wynika, że osoba z otoczenia marszałka Senatu w brutalny sposób nakrzyczała na pracownika IPN. Według mnie taka interwencja jest zdumiewająca. Wysoki urzędnik państwowy musi zrozumieć, iż nie jest osobą prywatną i niezależnie od swego życiorysu i zasług wypowiada się jako marszałek Senatu, nawet gdy robi to przez swojego pracownika.

Ceną za wydrukowanie książki o Wałęsie i inne działania instytutu może być brak zgody na zwiększenie budżetu IPN, a może nawet jego zmniejszenie. Czy było warto?
Jako dyrektor Biura Edukacji Publicznej wiem bardzo dobrze, że naruszenie preliminarza budżetowego będzie skutkowało fatalnie. Od 11 listopada tego roku, czyli 90. rocznicy odzyskania niepodległości, przez następne dwa lata będziemy obchodzić pasmo bardzo ważnych rocznic. Chodzi np. 70. rocznicę wybuchu wojny, 20. rocznicę wyborów czerwcowych, 30. pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II, czy 30. powstania Solidarności i NZS. Jeśli chcemy się do tych rocznic odpowiednio przygotować, a IPN pracuje nad tym od 2006 r., to nie możemy zostać pozbawieni środków.

Rodzi się pytanie, czy IPN pokaże tę rocznice obiektywnie? W jaki sposób będziecie przedstawiać np. o powstanie "Solidarności", bez udziału Lecha Wałęsy, który z instytutem nie będzie współpracował?
Przedsięwzięcia IPN nie są akademiami z obowiązkowym udziałem. Na pewno będziemy starali się zapraszać wszystkich bohaterów wydarzeń. Zrobimy wszystko, aby oddać prawdę historyczną - a więc i pokazać wybitną rolę Lecha Wałęsy w powstaniu i dziejach "Solidarności".

Czyli jeśli IPN opublikuje historię Wolnych Związków Zawodowych, to poznamy ją z dwóch perspektyw – Wałęsy i Borusewicza oraz Walentynowicz i Gwiazdy?
Bez wątpienia IPN kształtuje politykę historyczną. Na pewno w imię prawdy historycznej rewizji wymaga jednostronna wizja historii prezentowana np. przez środowisko "Gazety Wyborczej". Dominacja jednej interpretacji oczywiście powodowała frustrację środowisk Solidarności marginalizowanych po 1989 r. Jak to bywa w momencie mocnej, historycznej konfrontacji, obecnie takżeone próbują z kolei zapominać o kolegach, którzy wciskali ich do kąta w latach 90. W tej sytuacji IPN musi obiektywnie oddawać rolę historyczną wszystkich środowisk. Prace naszych historyków o WZZ oczywiście powinny przedstawiać racje obu stron.

IPN jest oceniany przez pryzmat sporów politycznych, tymczasem Biuro Edukacji Publicznej pełni ważne funkcję edukacyjne. O tym mówi się mało.
Z jednej strony kontynuujemy wszystkie projekty mojego poprzednika, Pawła Machcewicza, który kierował biurem do 2006 r. Wprowadziliśmy też liczne nowe inicjatywy. Na przykład kilkanaście projektów badawczych, m.in. seria wystaw "Twarze bezpieki", cykl "Aparat bezpieczeństwa wobec...", w którym opisujemy działania służb specjalnych w stosunku do takich grup jak: środowiska opozycyjne, twórcze, dziennikarze, naukowcy itp.

Realizujemy też projekty dotyczące II wojny światowej. IPN wraz z kilkudziesięcioma instytucjami podjął próbę policzenia ilu Polaków zginęło w czasie wojny. Inne narody zrobiły to w latach 50., a w Polsce do dziś nie ma takich danych.

Inne projekty dotyczą stosunków polsko-żydowskich, np. seria wydawnicza „Kto ratuje jedno życie”. Nie sposób wszystkich tu wymienić, ale warto mieć świadomość, że każdy z nich owocuje działaniami edukacyjnymi, wystawienniczymi i produkcją nowych książek. Dzięki temu, że od ubiegłego roku każdy oddział IPN może tworzyć wydawnictwo liczba drukowanych książek wzrosła z ok. 40 rocznie do 130 w 2007 r.

Wspólne z Centrum Edukacji Obywatelskiej oraz Muzeum Powstania Warszawskiego realizujemy projekt „Opowiem ci o wolnej Polsce", do którego zgłosiło się 900 szkół w całym kraju. Od października 2006 r. wydajemy w 15 tys. egzemplarzy Biuletyn IPN, który do lipca tego roku docierał do wszystkich szkół ponadpodstawowych w kraju. Nasze wielkie dzieło „Atlas podziemia niepodległościowego w latach 1944 - 1956" pod red. Rafała Wnuka i lubelskiego zespołu badaczy, otrzymało nagrodę im. prof. Oskara Haleckiego. Otworzyliśmy też strony internetowe, ukazujące konkretne wydarzenia historyczne lub postacie. W dniu inauguracji na stronę poświęconą stanowi wojennemu weszło 70 tys. osób.

Czy dla utrzymania działalności pańskiego Biura nie warto zachowywać większej ostrożności i przewidywać skutki polityczne działań podejmowanych przez IPN?
Jako IPN nie możemy reagować na wszystkie impulsy świata zewnętrznego. Wprost przeciwnie, w imię niezależności nauki powinniśmy chronić historyków przed ich wpływami. Choć pamiętajmy, iż emocje na scenie publicznej mają swoje źródła często w zmieniających stan naszej wiedzy publikacjach naukowych IPN.

*Jan Żaryn, dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN