Sam tego nie robi, jest raczej wywoływany do tablicy przez polityków, którym nie podobają się nasze ustalenia naukowe czy projekty edukacyjne. Politykom wydaje się, że
mogą karcić niezależną instytucję badawczą, za to, że ich wizja historii jest inna.
W intencjach zdecydowanie nie, w skutkach zapewne tak. Jednak IPN nie jest stroną w tym sporze choć był najostrzej atakowany. IPN był od kilku lat bombardowany przez opinię publiczną, aby
opisać przeszłość Lecha Wałęsy w latach 70. Problem uwikłań Lecha Wałęsy w początkach lat 70. był jednym z najważniejszych w debacie publicznej lat 90. i jednym z kluczowych dla oceny
konspiracji solidarnościowej lat 80.
Namawiałem prezesa Kurtykę, by ta książka ukazała się w IPN. Dzięki temu autorzy mieli większą szansę ochrony. Wydanie jej poza instytutem świadczyłoby o tchórzostwie IPN. Prezes Kurtyka
i ja byliśmy wewnętrznymi bardzo wnikliwymi recenzentami tego dzieła, po to, aby wziąć za jej treść pełną odpowiedzialność. Zarzut o fragmentaryczność jest prawdziwy. Jednak badania
naukowe mają swoją logikę, dynamikę i badacz jest suwerennym twórcą swoich tematów. Może więc zająć się tylko fragmentem biografii danej osoby.
Cenckiewicz jest wybitnym historykiem. Niewątpliwie podejmuje tematy historyczne, które wpisują się w bieżącą politykę i płaci za to bardzo dużą cenę. On i Piotr Gontarczyk byli za tę
książkę haniebnie pomawiani. Wydaje się, że Cenckiewicz doszedł do kresu wytrzymałości.
Z notatki jaką otrzymałem od oddziałowego Biura Edukacji Publicznej w Gdańsku wynika, że osoba z otoczenia marszałka Senatu w brutalny sposób nakrzyczała na pracownika IPN. Według mnie taka
interwencja jest zdumiewająca. Wysoki urzędnik państwowy musi zrozumieć, iż nie jest osobą prywatną i niezależnie od swego życiorysu i zasług wypowiada się jako marszałek Senatu, nawet
gdy robi to przez swojego pracownika.
Jako dyrektor Biura Edukacji Publicznej wiem bardzo dobrze, że naruszenie preliminarza budżetowego będzie skutkowało fatalnie. Od 11 listopada tego roku, czyli 90. rocznicy odzyskania
niepodległości, przez następne dwa lata będziemy obchodzić pasmo bardzo ważnych rocznic. Chodzi np. 70. rocznicę wybuchu wojny, 20. rocznicę wyborów czerwcowych, 30. pierwszej pielgrzymki
Jana Pawła II, czy 30. powstania Solidarności i NZS. Jeśli chcemy się do tych rocznic odpowiednio przygotować, a IPN pracuje nad tym od 2006 r., to nie możemy zostać pozbawieni środków.
Przedsięwzięcia IPN nie są akademiami z obowiązkowym udziałem. Na pewno będziemy starali się zapraszać wszystkich bohaterów wydarzeń. Zrobimy wszystko, aby oddać prawdę historyczną - a
więc i pokazać wybitną rolę Lecha Wałęsy w powstaniu i dziejach "Solidarności".
Bez wątpienia IPN kształtuje politykę historyczną. Na pewno w imię prawdy historycznej rewizji wymaga jednostronna wizja historii prezentowana np. przez środowisko "Gazety
Wyborczej". Dominacja jednej interpretacji oczywiście powodowała frustrację środowisk Solidarności marginalizowanych po 1989 r. Jak to bywa w momencie mocnej, historycznej konfrontacji,
obecnie takżeone próbują z kolei zapominać o kolegach, którzy wciskali ich do kąta w latach 90. W tej sytuacji IPN musi obiektywnie oddawać rolę historyczną wszystkich środowisk. Prace
naszych historyków o WZZ oczywiście powinny przedstawiać racje obu stron.
Z jednej strony kontynuujemy wszystkie projekty mojego poprzednika, Pawła Machcewicza, który kierował biurem do 2006 r. Wprowadziliśmy też liczne nowe inicjatywy. Na przykład kilkanaście
projektów badawczych, m.in. seria wystaw "Twarze bezpieki", cykl "Aparat bezpieczeństwa wobec...", w którym opisujemy działania służb specjalnych w stosunku
do takich grup jak: środowiska opozycyjne, twórcze, dziennikarze, naukowcy itp.
Realizujemy też projekty dotyczące II wojny światowej. IPN wraz z kilkudziesięcioma instytucjami podjął próbę policzenia ilu Polaków zginęło w czasie wojny. Inne narody zrobiły to w latach 50., a w Polsce do dziś nie ma takich danych.
Inne projekty dotyczą stosunków polsko-żydowskich, np. seria wydawnicza „Kto ratuje jedno życie”. Nie sposób wszystkich tu wymienić, ale warto mieć świadomość, że każdy z nich owocuje działaniami edukacyjnymi, wystawienniczymi i produkcją nowych książek. Dzięki temu, że od ubiegłego roku każdy oddział IPN może tworzyć wydawnictwo liczba drukowanych książek wzrosła z ok. 40 rocznie do 130 w 2007 r.
Wspólne z Centrum Edukacji Obywatelskiej oraz Muzeum Powstania Warszawskiego realizujemy projekt „Opowiem ci o wolnej Polsce", do którego zgłosiło się 900 szkół w całym kraju. Od października 2006 r. wydajemy w 15 tys. egzemplarzy Biuletyn IPN, który do lipca tego roku docierał do wszystkich szkół ponadpodstawowych w kraju. Nasze wielkie dzieło „Atlas podziemia niepodległościowego w latach 1944 - 1956" pod red. Rafała Wnuka i lubelskiego zespołu badaczy, otrzymało nagrodę im. prof. Oskara Haleckiego. Otworzyliśmy też strony internetowe, ukazujące konkretne wydarzenia historyczne lub postacie. W dniu inauguracji na stronę poświęconą stanowi wojennemu weszło 70 tys. osób.
Jako IPN nie możemy reagować na wszystkie impulsy świata zewnętrznego. Wprost przeciwnie, w imię niezależności nauki powinniśmy chronić historyków przed ich wpływami. Choć pamiętajmy,
iż emocje na scenie publicznej mają swoje źródła często w zmieniających stan naszej wiedzy publikacjach naukowych IPN.
*Jan Żaryn, dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN