Dziennik Gazeta Prawana logo

Sawicka żali się, że CBA chce ją zabić

12 listopada 2007, 11:26
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Oskarżona o wzięcie łapówki była posłanka PO ma załamanie nerwowe. Tuż po utracie mandatu poselskiego i immunitetu Beata Sawicka spędziła kilkadziesiąt godzin z dziennikarką "Newsweeka". Zanim do prokuratury zabrało ją CBA, cały czas szlochała. Miała obsesję, że wszędzie są podsłuchy. "Mogę teraz strzelić sobie w głowę, wziąć truciznę, cokolwiek!" - płakała była posłanka, gdy funkcjonariusze pozwolili jej wejść do łazienki.
Sawicka nie dość, że sama ma obsesje, to na dodatek zaraziła nimi swoją rodzinę. Dziennikarka "Newsweeka" Violetta Ozminkowski widziała to na własne oczy. Razem z Sawicką odwiedziła dom jej matki. Ta kazała wyjąć dziennikarce baterię z komórki i dała sygnał na migi, że w domu są podsłuchy. Na pożegnanie matka Sawickiej powiedziała do dziennikarki: "Dziękuję sąsiadko, że pani nas odwiedziła, dawno pani u nas nie było".

Fobie Sawickiej są jeszcze bardziej wyraziste. Zanim zdecydowała się opowiedzieć dziennikarce swoją wersję wydarzeń, kilka razy zażyczyła sobie, by zmienić hotel. W końcu gdy wybrała odpowiedni, odkręciła w pokoju krany i włączyła telewizor. Kobiety rozmawiały szeptem do rana. Cały czas siedząc w kucki w hotelowej łazience.

Cała historia wydarzyła się w Poznaniu. Sawicka przyjechała tam na początku listopada w towarzystwie męża i dziennikarki "Newsweeka", by złożyć zeznania w prokuraturze. To właśnie w hotelu w Poznaniu Sawicką zatrzymali funkcjonariusze CBA, by eskortować ją do prokuratury.

"I po co oni to robią, po co?!" - krzyczał Zbigniew Sawicki, mąż byłej posłanki. "Przecież wiedzieli, że przyjechaliśmy specjalnie do Poznania, żeby stawić się w prokuraturze. Śledziły nas trzy samochody wczoraj w drodze z Jeleniej Góry. Wiedzieli, gdzie się zatrzymaliśmy. Wiedzieli o nas wszystko. Wiedzieli, że czekamy tylko na panią mecenas i za kilka minut ruszamy do prokuratury. Dlaczego?" - relacjonuje w "Newsweeku".

Funkcjonariusze pozwolili Sawickiej i Oziminkowski wejść samym do łazienki. Tam była posłanka zadzwoniła do swojego adwokata, po czym oddała dziennikarce telefon. "Im zależy na mojej śmierci" - powiedziała jeszcze przed wyjściem Sawicka i wybuchnęła spazmatycznym szlochem. "Mogę teraz strzelić sobie w głowę, wziąć truciznę, cokolwiek!".
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj