Minister sprawiedliwości miał pięcioletnią umowę profesorską z Uniwersytetem Jagiellońskim, która wygasła w lipcu. "Kontrakt mógł być przedłużony tylko, gdybym wystąpił o tytuł profesora zwyczajnego, tak zwanego belwederskiego" - wyjaśnia "Rzeczpospolitej" Zbigniew Ćwiąkalski. Na razie władze uczelni przeniosły go na stanowisko adiunkta.

Ćwiąkalski nie ukrywa jednak, że marzy mu się tytuł profesorski nadawany nie przez uczelnię, a przez prezydenta. Zamierza więc o niego wystąpić. "Zazwyczaj uważa się, że o taki tytuł mogą występować tylko autorzy pozycji książkowych, ale nie ma takiego formalnego wymogu" - mówi Ćwiąkalski, który do tej pory nie wydał ani jednej książki. Ma jednak nadzieję, że nie przeszkodzi to mu w ubieganiu się o profesurę belwederską.

Nowy minister, mimo utraty tytułu profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, wciąż może tytułować się profesorem Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz Wyższej Szkoły Administracji i Zarządzania w Przemyślu.