Mikołaj Wójcik: Większość wyborców PiS to zwolennicy przyjęcia traktatu. A wy chcecie być przeciw. Nie rozumiem więc, jaka jest wasza strategia?
Zbigniew Ziobro: PiS jest za przyjęciem traktatu, ale tylko z zastrzeżeniami wynegocjowanymi w interesie Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Chcemy postawić kropkę nad i, aby w przyszłości uniemożliwić łatwą zmianę tego traktatu ze szkodą dla naszych interesów. I w tym sensie nasze stanowisko jest zgodne z poglądem naszych wyborców.

Prezes PiS zapowiada, że w referendum będziecie jednoznacznie przeciw. Naprawdę jesteście gotowi zaprezentować takie stanowisko?
Będziemy przeciw wtedy, gdy Platforma nie zgodzi się zagwarantować trwałości wynegocjowanych zastrzeżeń. W szczególności protokołu brytyjskiego, który uniemożliwia narzucenie Polsce np. małżeństw homoseksualnych i zgody na adoptowanie przez nie dzieci. Czy kompromisu z Joanniny, który pozwala Polsce skutecznie blokować niekorzystne dla niej decyzje w Unii Europejskiej. Politycy SLD nie ukrywają przecież, że jeśli ich przedstawiciel zostałby w przyszłości premierem, to natychmiast doprowadzi do rezygnacji z tych zapisów. Mało tego, już PO, popadając w swoiste rozdwojenie jaźni, wspólnie z postkomunistami podjęła w grudniu w Sejmie uchwałę wyrażającą gotowość rezygnacji z tych zdobyczy prezydenta. Tym samym to nie PiS, a PO zakwestionowała stałość traktatu. Nasze postulaty są w tej sytuacji w pełni uzasadnione.

I tak będziecie umacniać traktat, który popieracie, że w końcu jego ratyfikacja zakończy się fiaskiem. To logika, którą trudno zrozumieć.
PiS nigdy w ciemno nie popierało traktatu lizbońskiego. Jeśli przyjęty byłby bez wynegocjowanych zapisów, bylibyśmy przeciw. Od PO niewiele chcemy. Tylko, by zgodą na nasz projekt ustawy potwierdziła swoje słowa, że to dobry traktat.

I naprawdę sądzicie, że tuż po ratyfikacji traktatu premier Tusk zrezygnuje z wynegocjowanych zastrzeżeń?
Biorąc pod uwagę, że Donald Tusk w sprawie traktatu już kilka razy zmieniał zdanie, nasz brak zaufania jest w pełni uzasadniony. Jeśli są za, to pod naszym projektem powinni się podpisać nie jedną, a dwoma rękami.