"Tak, zamierzam wystartować. " - mówi w nam Tomasz Nałęcz.
Propozycję dostał już dawno. Kandydować jednak nie chciał. "Bo kiedy realnym scenariuszem była jedna centrolewicowa lista pod patronem Cimoszewicza, nie byłoby problemu z obsadzeniem jedynek. A Nałęcz jest przecież wykładowcą. I nie chciał odchodzić z uczelni w zamian za mandat w Brukseli" - mówi jeden z polityków Porozumienia.
>>> SLD namawia Kwaśniewskiego na Brukselę
Sytuacja diametralnie zmieniła się, kiedy SLD postanowiło pójść do eurowyborów samotnie. "Do tej decyzji skłoniły mnie nie same wybory europejskie, bo ja wcale nie planowałem kandydować. Ale ja gorąco wspieram inicjatywę na centrolewicy promowaną przez Rosatiego. I nie mogłem się zgodzić z tym, w jaki sposób potraktował ten projekt SLD na czele z Grzegorzem Napieralskim" - tłumaczy Nałęcz. I dodaje: ".
Jeżeli w najbliższych eurowyborach wystartuje na Mazowszu, zmierzy się m.in. z Adamem Bielanem z PiS. Kto będzie jego przeciwnikiem z SLD, nie jest jeszcze rozstrzygnięte. W grę wchodzą: Jolanta Szymanek-Deresz, Joanna Senyszyn i Józef Oleksy.
Niezależnie kogo wystawi Sojusz, walka będzie ostra. Bo Nałęcz dla SLD jest jednym z głównych wrogów. To on obok Marka Borowskiego był liderem konkurencyjnej dla Sojuszu SdPl. - komentuje start Nałęcza jeden z polityków SLD. I z ironią dodaje: "On specjalizuje się w bijaniu noża swoim kolegom tak, jak to zrobił Borowskiemu w kampanii prezydenckiej".
>>> Nałęcz to osoba o wątpliwej moralności
Na początku kampanii był szefem sztabu wyborczego Marka Borowskiego. Ale kiedy do wyścigu o fotel prezydencki dołączył Włodzimierz Cimoszewicz, Nałęcz został jego rzecznikiem.
Sąd partyjny SdPl wykluczył go wtedy z partii. W wyborach parlamentarnych Nałęcz już nie wystartował. Zadeklarował, że to koniec z polityką.