: Myślę, że moja osoba nie jest tylko obciążeniem dla IPN, ale też pozytywnie kojarzy się z pracami Instytutu. Moje odejście byłoby demonstracją, a ja nie chciałem dawać
kolejnych powodów do dyskusji na temat IPN czy o moim rzekomym konflikcie z Januszem Kurtyką, którego wyjątkowo cenię i uważam za bardzo sprawnego szefa. Po za tym teraz będę miał o wiele
więcej czasu na pracę naukową.
>>> Żaryn zostaje w IPN, choć Kurtyka do odwołał
To komfortowa sytuacja, będę mógł mówić to, co myślę, nie narażając na szwank IPN, a jedynie swoją osobę.
Ja inaczej nie potrafię. Nie kłamię, mówię co myślę. Taki jestem.
Mam dużo ciepłych myśli na temat Lecha Wałęsy. Jestem z pokolenia "Solidarności", walczyłem o wolną Polskę, Wałęsa jest dla mnie symbolem tej walki i
"Solidarności". W czasie wyborów prezydenckich w 1990 r. byłem w jego komitecie wyborczym w Warszawie. Jednak obok osobistych doświadczeń są materiały historyczne, które te
stany emocjonalne weryfikują.
>>> Historyk IPN zwolniony za słowa o Wałęsie
Czy się to komuś podoba, czy nie, Lech Wałęsa w latach 70. został jak najbardziej słusznie potraktowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako tajny współpracownik i wypełniał tę funkcję.
Na szczęście potem się z tego wywinął. Jednak po lekturze książki Cenckiewicza i Gontarczyka można się poddać refleksji, jak bardzo ten fragment jego życiorysu mu ciążył, skoro w latach
90. zdecydował się jako prezydent na firmowanie procesu niszczenia akt SB dotyczących jego osoby.
Nie mam na to żadnego dowodu, choć takie tezy formułuje Walentynowicz, Gwiazda czy Wyszkowski, ale to tylko ich opinie, a nie prawda objawiona. Jako historyk nie mam żadnych dowodów, że
Wałęsa był dalej prowadzony przez SB. Analiza archiwów kościelnych pokazuje, że w latach 1980 - 81 największy wpływ na Wałęsę miał Kościół, szczególnie prymas Polski kard. Stefan
Wyszyński.
Tak, będę zajmował się m.in stosunkami polsko-niemieckimi w okresie II wojny światowej, a także stosunkami polsko-ukraińskimi i polsko-żydowskimi, dokończę też II tom książki o
inwigilacji księdza Jerzego Popiełuszki.
Tak. Tym zajmie się już ktoś inny.
Przede wszystkim o "Gazetę Wyborczą". Za chamski tytuł, którym została opatrzona rozmowa ze mną zamierzam ten dziennik pozwać do sądu. Jest jeszcze kilka innych redakcji, z którymi rozmawiać nie będę i szczęśliwie nie będę nawet musiał tego robić.