"Trudno dziwić się takiej decyzji związkowców, których premier chciał wykorzystać do swojej propagandowej rozgrywki" - mówi Joachim Brudziński, poseł PiS. Dodaje, że debata ze związkowcami zamieniłaby się w samochwalcze wypowiedzi Tuska dotyczące znalezienia inwestora dla Stoczni Gdynia i Szczecin. "Związkowcy mają o wiele więcej zdrowego rozsądku niż wydaje się panom Grupińskiemu i Grasiowi" - podkreśla poseł PiS

>>> Nie będzie debaty Tuska ze stoczniowcami

"Tusk dostał prztyczka w nos od związkowców" - dorzuca Ryszard Kalisz. "Kancelaria premiera kieruje się jedynie PR i ta debata też temu miała być podporządkowana. Stoczniowcy wykazali się większym sprytem i wystawili Tuska do wiatru" - dodaje polityk lewicy.

>>> Karnowski: To związkowcy stchórzyli. Nie Tusk

"To było do przewidzenia" - tłumaczy poseł PO Stefan Niesiołowski. "Dobrze, ja się cieszę. To by była tylko godna pożałowania awantura i przykrość dla premiera. Oni się nadają tylko do palenia opon i bijatyk z policjantami. To taka kategoria ludzi. Związkowcy są jak PiS, przestraszyli się przegranej w debacie i dlatego uciekają."

"Od kilku dni widać było, że szukają pretekstu no i jak widać znaleźli" - mówi Sebastian Karpiniuk, poseł PO. "Debata od początku nie była zamierzona na dyskusje o sytuacji stoczni, tylko na ugranie kilku punktów politycznych dla Jarosława Kaczyńskiego."