Sprawa staje się coraz bardziej zagmatwana. DZIENNIK ustalił, że wiedza chorążego Zielonki nie ograniczała się tylko do znajomości kodów i szyfrów stosowanych przez służby. Zielonka wiele lat szkolił tzw. nielegałów, czyli oficerów służb, którzy wyjeżdżali pod przykrywką za granicę. Informację tę potwierdziliśmy w kilku niezależnych źródłach w wojskowych służbach.

>>> Szzef wojskowego wywiadu na dywaniku

"Nielegałowie" to elita każdych służb: za granicą organizują siatki szpiegowskie i z reguły działają bez kontaktu z pracownikami rezydentur wywiadu. Ich praca narażona jest na znacznie większe niebezpieczeństwo, bo nie chroni ich immunitet dyplomatyczny. "Zielonka szkolił <nielegałów> z technik łączności i szyfrowania. Jego wiedza jest unikatowa. Po prostu ich zna"- mówi nam doświadczony oficer wywiadu wojskowego.

Co na to Służba Wywiadu Wojskowego? Wczoraj wysłaliśmy do niej pytania. Chcieliśmy się dowiedzieć, czy po zaginięciu Zielonki narażeni na niebezpieczeństwo oficerowie zostali zawróceni do kraju. Wywiad jednak milczy. "Dyskusja o tym, co wiedział Zielonka, jest zbędna. Bo wiedział bardzo dużo" - mówi nam Zbigniew Wassermann, poseł PiS z sejmowej komisji służb specjalnych.

A sprawa wywołuje coraz więcej pytań. Ujawniliśmy, że o zaginięciu szyfranta nie została poinformowana ani Żandarmeria Wojskowa, ani wojskowa prokuratura. Informacje te przekazali DZIENNIKOWI rzecznik Żandarmerii Wojskowej ppłk Marcin Wiącek oraz szef warszawskiej prokuratury garnizonowej Grzegorz Skrzypek.

>>> Szef wywiadu krył aferę szyfranta

Dlatego w czwartek po raz kolejny sprawą zniknięcia szyfranta zajęli się posłowie z komisji do spraw służb specjalnych.

Na posiedzeniu komisji na ich pytania miał odpowiadać minister obrony Bogdan Klich. Jednak w ostatniej chwili wizytę odwołał. Jak MON tłumaczy tę nagłą nieobecność? Klich przyspieszył wylot do Malborka, gdzie wizytował jednostkę wojskową.

Ale przed komisją stawił się minister Jacek Cichocki, doradca premiera Donalda Tuska do spraw służb. Co powiedział? Zapewniał, że wywiad nie tuszował sprawy zaginięcia szyfranta. Szuka go "specjalny zespół". A dlaczego nie została o tym poinformowana prokuratura wojskowa? Cichocki tłumaczył, że nie było do tego podstaw, bo jest małe prawdopodobieństwo, że Zielonka zdradził. Podobne argumenty przytaczał płk Radosław Kujawa.

"To oczywisty błąd, że prokuratura wojskowa nie wiedziała o zaginięciu szyfranta przed publikacją DZIENNIKA" - ocenia jednak Zbigniew Wassermann. Podobnego zdania jest inny opozycyjny członek speckomisji Janusz Zemke z SLD. "Wywiad wojskowy zareagował zbyt późno, a żandarmeria i prokuratura powinny być o wszystkim jak najszybciej powiadomione" - mówił po zakończeniu obrad komisji.

>>> Wywiad nie wiedział, że zaginął szyfrant

Śledztwo w końcu ruszyło. Prokuratura wojskowa poinformowała, że dotyczy ono dezercji Zielonki. W piątek mają już zostać przesłuchani pierwsi świadkowie - w tym bezpośredni przełożony chorążego z sekcji szyfrów.

Czy prokuratura pomoże w wyjaśnieniu tej zagadki? Na pewno nie przeszkodzi, bo mimo upływu miesiąca służby ustaliły niewiele. Nadal nie jest przesądzone, czy Zielonka popełnił samobójstwo, został przypadkowo zabity, porwany czy zdradził. Czy zatem płk Kujawa powinien stracić stanowisko? "Choć objął stanowisko w czasie kiedy służba nie została do końca ukształtowana, to popełnił wiele błędów. Ale na razie najważniejsze jest, by uporał się z tą sprawą" - uważa Wassermann.