Będzie wojna. Tylko patrzeć, jak Roman Giertych zetrze się z Zytą Gilowską. O co? O pieniądze. Bo resort finansów stawia sprawę na ostrzu noża: albo becikowe, albo podwyżki dla nauczycieli. A Giertych pewnie nie odpuści. Ani jednego, ani drugiego.
Gilowska nie owija w bawełnę: albo pieniądze dla młodych matek, albo więcej grosza dla marnie zarabiających nauczycieli. Inaczej się nie da, bo przyszłoroczny budżet i tak jest dziurawy. Dlatego resort finansów śle pisma do Giertycha i każe wybierać.
A szef LPR-u się wścieka. Mówi, że nie tak umawiali się koalicjanci. "Nikt tego nie poprze" - jest pewny minister edukacji. I oskarża Gilowską, że zablokowała przepisy, dzięki którym nauczyciele mieli dostać podwyżki.
Bo pieniądze niby są, ale z ustawy nie wynika, na co dokładnie mają być wydane. Zamiast na podwyżki, mogą więc pójść na nagrody i odprawy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl