O kim mowa? Oczywiście o marszałku Sejmu. Taka wielkość pokoju to nic dziwnego. W Polsce marszałek Sejmu jest drugą, po prezydencie, osobą w państwie. To on decyduje, jakie ustawy trafią pod obrady i w jakiej kolejności je głosować. Jego gabinet jest niewiele mniejszy od boiska do siatkówki. Na ścianie wisi olbrzymi gobelin, a na podłodze dywany zakrywające większość parkietowej podłogi. Do tego duże biurko i okrągły stół na sześć osób. A między oknami są duże lustra.
A jak wyglądają gabinety premiera i prezydenta? Prezydent Lech Kaczyński ma duży, przestronny gabinet w Pałacu Prezydenckim. Na podłodze czerwony dywan, który pasuje do czerwonego obicia krzeseł, a w rogu stoi niewielkie biurko. Okazało się jednak, że obecny prezydent trochę zmienił w gabinecie po swoim poprzedniku. Jak mówi dziennikowi.pl jego żona, Maria Kaczyńska: "W gabinecie męża została zmieniona kolorystyka i meble ze złoto-różowych na czerwono-złote."
Podobnie urządzony jest pokój premiera. Z tym że gabinet Jarosława Kaczyńskiego jest bardziej stonowany. Nie ma tu kolorowych mebli, jedynie ciemny stół, krzesła i biurko. Do tego Jarosław Kaczyński ma znacznie widniejszy gabinet niż jego brat. W sali jest więcej okien, a na suficie wisi kilka żyrandoli, a nie jeden jak u Lecha Kaczyńskiego.
Prezydenci dużych miast pozazdrościli przywódcom państwa. Chcą pokazać, że jak prezydent, to prezydent i to nieważne czy Gdańska czy Poznania. W końcu stanowisko zobowiązuje. A do tego trzeba obywatelom pokazać, że władza to rzecz wspaniała. Tylko to chyba nie tędy droga. Bo zamiast budzić prestiż, narażają się na oskarżenia o śmieszność i przerost ambicji.
Prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz od razu pokazuje, że nieobce mu są tradycje patrycjuszy rządzących dawniej tym miastem. Duże zdobione szafy, ciężkie krzesła i długi stół sprawiają, że jego biuro wygląda bardziej okazale niż gabinet samego prezydenta Polski. Tylko... metraż nie ten. Bo w Gdańsku gabinet prezydenta ma "tylko" 30m. A prezydent Warszawy, Hanna Gronkiewicz-Waltz musi się mieścić w ciasnej klitce o 12-metrowej powierzchni.
Prezydenci Krakowa Jacek Majchrowski i Poznania, Ryszard Grobelny poszli jednak innym tropem. Oni nie chcą, by ich biura przepychem biły sale, w których urzędują najwyżsi polscy dostojnicy. Zwykłe stoły i krzesła, biurko w rogu, żadnych dywanów, jedynie kilka obrazów na ścianie. A jak wyglądają gabinety włodarzy w Waszych miejscowościach i w którym gabinecie Wy chcielibyście urzędować? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.