Poseł PiS odniósł się do słów prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który na inaugurację Ruchu Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego zacytował wiersz Zbigniewa Herberta o "zdradzonych o świcie".

"Ten wiersz odnosi się do zbrodni katyńskiej. Ja nie jestem znawcą literatury i nie chciałbym robić egzegezy wierszy Herberta" - powiedział Dera w Radiu ZET.

Dopytywany o to, czy Lech Kaczyński został zdradzony, poseł odpowiedział: Został zdradzony przez polski rząd, gdzie było przez cały czas podważane, że jest prezydentem, że może lecieć. Cały czas była wojna na linii prezydent-rząd i trzeba sobie przypomnieć, kto tę wojnę toczył: to robił rząd. Pomniejszanie rangi prezydenta, rozdzielenie wizyt, to w jaki sposób prezydent był chroniony przez polski rząd, bo to rząd odpowiada za ochronę prezydenta. (...) Podejrzewam, że był szereg przyczyn, które doprowadziły do tej katastrofy, jedną z nich było złe przygotowanie wizyt, zaniedbania dotyczące sprzętu, którym pan prezydent latał.

Czy Donald Tusk powinien zatem odpowiadać przed Trybunałem Stanu?

"Patrząc na to, jak się reprezentuje polski interes stanu, można takie wnioski stawiać. Jako PiS będziemy to rozważać" - wyjaśnił Andrzej Dera.

Poseł szczegółowo opisał to, co działo się pod Pałacem Prezydenckim w niedzielę.

"Mieliśmy wszyscy po mszy wejść przez biuro przepustek na teren dziedzińca. Po wyjściu z kościoła funkcjonariusze BOR oddzielali posłów od pozostałych osób i pierwsze osoby weszły, a potem funkcjonariusze BOR powiedzieli, że reszta osób nie wejdzie. Odpowiedzieliśmy, że jak to, pokazaliśmy legitymacje, ale usłyszeliśmy że <nie, bo takie mamy rozkazy>. Chcieliśmy przejść bokiem, a na przedzie szły kobiety, pokazywały legitymacje, przyleciały posiłki i zaczęli stosować siłę, przepychać. Naprawdę było nieprzyjemnie. (...) W pewnym momencie był taki napór, taki ścisk, że lepiej było przeskoczyć albo zostać zgniecionym. (...) Posłowie mają immunitet i po okazaniu legitymacji policjant nie powinien stosować siły w stosunku do posła, tak mówią przepisy prawa. Do tej pory wydawało mi się, że żyjemy w demokratycznym kraju, gdzie prawa posłów zapisane w ustawie powinny być respektowane" - powiedział poseł PiS.

Nie zostawił on suchej nitki na TVN24. Poseł zarzuca stacji, że ta dopuściła się dezinformacji.

"Będziemy to wyjaśniać, ponieważ doszło do prowokacji i to prowokacji o szerszym zasięgu. TVN24 podał, że podczas porannych uroczystości zatrzymano posłankę Kempę, posła Brudzińskiego, posła Girzyńskiego. Czytałem to na Wirtualnej Polsce jako wiadomość topową, czytałem to posłom w autokarze i było totalne zdziwienie. Pytanie, po co taka informacja poszła w świat, może żeby wywołać dodatkowe zamieszki, żeby pokazać że jesteśmy zadymiarzami. Widzę tutaj dezinformację, bo podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest relacjonowanie rzeczywistości, a nie kreowanie jej."