Jak wynika z pisma, do którego dotarła PAP, Brudziński miał użyć wobec pełniącego służbę przed Pałacem strażnika słów powszechnie uznanych za obelżywe. Skierowanie pisma do marszałka Grzegorza Schetyny potwierdziła PAP rzeczniczka Straży Miejskiej Monika Niżniak.

Reklama

Komendant Straży Miejskiej Zbigniew Leszczyński napisał, że "ok. godz. 10.35 strażnik odebrał od nieznanej kobiety wiązankę kwiatów, z którą udał się pod pomnik. W trakcie podejścia do wskazanego pomnika zatrzymał się celem umożliwienia złożenia kwiatów mężczyźnie, który stał przed nim. Po złożeniu kwiatów mężczyzna ten odwrócił się w kierunku funkcjonariusza i skierował pod jego adresem następujące sformułowanie: +spie... stąd+" - głosi pismo.

Jak dalej pisze komendant, strażnik "rozpoznawszy mężczyznę jako pana Joachima Brudzińskiego, posła na Sejm RP odstąpił na miejscu zdarzenia od podejmowania wobec pana posła jakichkolwiek czynności służbowych".

Brudziński w oświadczeniu przesłanym w czwartek PAP zapowiedział, że - jeżeli w ciągu tygodnia - komendant Straży Miejskiej - nie przeprosi go za pomówienie, to skieruje sprawę na drogę sądową.

Na briefingu prasowym w Sejmie Brudziński mówił: "To, co zdarzyło się 10 kwietnia o godz. 8.41 ma znamiona pełnej i pewnej prowokacji ze strony służb celem wywołania takiego oto wrażenia, że są jakieś burdy, że parlamentarzyści wywołali wręcz zamieszki. Miało to na celu wystraszenie warszawiaków" - ocenił.

Poseł PiS powiedział, że pismo komendanta odbiera jako próbę "odwrócenia uwagi od błędu rzeczywiście popełnionego przez służby porządkowe".

W ocenie Brudzińskiego, może to być także próba odwrócenia uwagi od - jak mówił - "kłamstwa, które jest powtarzane również dziś z mównicy sejmowej, jakoby była jakaś lista 10 osób uzgodnionych, parlamentarzystów (którzy mieli mieć możliwość przejścia za barierki), która to lista została zrealizowana, a pozostali parlamentarzyści wykazywali się tutaj jakimś zacietrzewieniem czy burdami".



Brudziński zwrócił uwagę, że w skardze komendanta Straży Miejskiej nie wskazano żadnego funkcjonariusza z imienia i nazwiska. "Bo jeżeli ktokolwiek twierdziłby, że ja w tym dniu zwracałem się do niego w sposób powszechnie uważany za obraźliwy, to po prostu by kłamał" - oświadczył. Powtórzył także, że przed Pałacem zostali "poturbowani" parlamentarzyści PiS - Marzena Machałek, Maria Nowak i Jerzy Materna.

"Zastanawiające jest, dlaczego to pomówienie pojawia sie dopiero teraz i to w dniu głosowania w komisji gospodarki nad rezolucja o nadaniu gazoportowi w Świnoujściu imienia śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, której byłem sprawozdawcą. Czyżby jedna z partii tak odreagowywała przegrane głosowanie?" - napisał Brudziński w oświadczeniu przesłanym PAP.

Jak podkreślił, pomówienie pojawia w chwili, gdy "opinia publiczna dowiaduje się, że tuż po katastrofie czołowi politycy PO otrzymali SMS-a z instrukcją, jak mają się wypowiadać o tragedii". "Czyżby klasyczna wrzutka dla przykrycia niewygodnych dla Platformy Obywatelskiej informacji" - pyta Brudziński.

Zdaniem posła PiS, komendant Straży Miejskiej powinien zająć się bezpieczeństwem mieszkańców stolicy, a nie pisaniem "paszkwili" na parlamentarzystę będącego w opozycji do prezydent Warszawy i zarazem wiceprzewodniczącej PO. "Niestety, pod jego komendą Straż Miejska - zamiast być formacją dbającą o bezpieczeństwo mieszkańców Warszawy, według relacji wielu mediów kojarzy sie powszechnie z usuwaniem kwiatów i zniczy" - napisał Brudziński.