Dziennik Gazeta Prawana logo

"Katolicka ciota", "naćpana hołota"... Dlaczego polityk zachowuje się jak prostak?

9 kwietnia 2012, 11:25
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
janusz palikot leszek miller
Obaj politycy toczą ostatnio ostry pojedynek na słowa/Newspix
Polityka się wulgaryzuje, politycy w sporach coraz częściej sięgają po obraźliwe epitety. "Katolicka ciota", "naćpana hołota" - takie słowa można było usłyszeć ostatnio w Sejmie. Dlaczego polityk zachowuje się jak prostak? Odpowiada ekspert.

Coraz ostrzejsze wypowiedzi obliczone są na podnoszenie poparcia, a w niektórych przypadkach odciągają uwagę od niepopularnych rozwiązań.

W ostatnich dniach w publicznej debacie pojawiły się m.in. takie sformułowania jak: "katolicka ciota", "naćpana hołota" czy "pętak". Jak podkreśla doktor Marek Kochan z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista w zakresie wizerunku i autor książki "Pojedynek na słowa" można zrozumieć bardzo wyraziste, barwne, czasem nawet dosadne wypowiedzi, które dotyczą jakiegoś zagadnienia, natomiast trudno o ich akceptację, jeśli odnoszą się do konkretnych osób.

- powiedział Kochan.

W opinii eksperta od retoryki możemy mówić o toksycznej relacji między politykami a wyborcami, bo ci drudzy nie tylko nie "karzą" za przekraczanie granic, na przykład wycofując poparcie dla wulgarnego polityka, a wręcz przeciwnie, niejednokrotnie zdarza się, że po wyrazistych, agresywnych wypowiedziach poparcie dla polityka, czy partii, z którą jest utożsamiany, rośnie.

- ocenił. Jego zdaniem ten niedobry proces nasila się i powoduje, że przekraczane są kolejne granice.

Jako przykład przekraczania takich granic w przeszłości podał wypowiedź Leszka Millera, który w 2003 r. przesłuchiwany przez Zbigniewa Ziobrę przed komisją śledczą ds. tzw. afery Rywina powiedział mu: Panie Ziobro, jest pan zerem.

Kochan ocenił, że ta wypowiedź, choć również niestosowna, w odróżnieniu od najnowszych, była jednak osadzona w określonym kontekście, prawdopodobnie podyktowana emocjami, natomiast te ostatnie kontrowersyjne sformułowania były używane przez polityków "na zimno".

O tym, że posługiwanie się agresywnym językiem to wyrachowane zachowanie przekonany jest też ekspert do spraw wizerunku politycznego i komunikacji Tomasz Łysakowski.

Wskazuje też inny powód, dla którego politycy decydują się na "przekraczanie granic" językowych. - powiedział Łysakowski.

Kolejnym wymienianym przez niego powodem do zaostrzania swoich wypowiedzi jest chęć zwrócenia na siebie uwagi i tym samym zaistnienia w mediach.

Zdaniem Kochana tak agresywny język polityków to dziedzictwo totalitaryzmu, bo ostrych inwektyw używali zarówno naziści, jak i komuniści, by zdepersonalizować swoich wrogów. W jego ocenie musimy poczekać jeszcze na to, by do powszechnej świadomości wpisały się normy, które mówią co wypada, a czego nie wypada.

Posłowie za swoje wypowiedzi mogą zostać ukarani przez sejmową komisję etyki, ale środki, jakimi ciało to dysponuje są mało dotkliwe. Parlamentarzyście można "zwrócić uwagę", "upomnieć" go oraz w najgorszym wypadku dać "naganę". Marszałek Sejmu Ewa Kopacz zaproponowała reformę, by można było też karać finansowo posłów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj