To nie jest prowokacja, to jest wyciągnięcie wniosków z tego, co działo się dwa tygodnie wcześniej pod Sejmem, gdzie demonstranci pod wodzą przewodniczącego ograniczyli wolność posłów, doszło do agresji słownej i fizycznej w stosunku do części parlamentarzystów. Musiałem wyciągnąć z tego wnioski i musiałem zapobiec takiej sytuacji. Lepiej zapobiegać niż później interweniować - powiedział w Radiu ZET Bogdan Borusewicz.

Reklama

Dodał, że musi zapewnić senatorom bezpieczeństwo i zapobiegać sytuacji, która mogłaby uniemożliwić obrady.

- Sądzi pan, że przewodniczący Duda zachowywałby się nieadekwatnie, że wznosiłby okrzyki, że biłby senatorów? - zapytała Monika Olejnik.

- Tak by się zachowywał, jak się zachowywał dwa tygodnie temu. On tego nie robił, ale jego ludzie tak się zachowywali i on jest za to odpowiedzialny. Senat nie ma takiej budowy jak Sejm, wystarczy przeskoczyć barierkę żeby był problem - odpowiedział marszałek Senatu.

- Sądzi pan, że przewodniczący Duda przeskoczyłby barierki? - dopytywała prowadząca audycję.

- Ja musiałem być przygotowany na wszystko i przewidywać różne sytuacje. Oprócz przewodniczącego Dudy anonsowana była cała grupa ludzi - wyjaśnił Borusewicz.

Marszałek Senatu odniósł się także do słów Lecha Wałęsy, który mówił, ze na miejscu premiera wydałby rozkaz pałowania związkowców pod Sejmem. \

Lech Wałęsa ma prawo mówić do obecnego przewodniczącego „Solidarności” w ten sposób. Jest ojcem tego związku i czuje się za ten związek odpowiedzialny. Lech Wałęsa ma swój język i swoje przywileje- stwierdził Borusewicz.

Przewodniczący Duda ma problem z Lechem Wałęsą i ze mną, jako twórcami historycznymi, którzy nie akceptują tego typu działalności - dodał marszałek.