Nie jest też prawdą, że MSZ nie wiedziało o wynikach kontroli. Sam audyt skończył się 30 czerwca ubiegłego roku, a druzgocące resort wystąpienie pokontrolne zostało skierowane na ręce ministra Radosława Sikorskiego już 17 września.

Od tamtej pory jednak MSZ nie pochwaliło się tym, jak NIK ocenia gospodarowanie mieniem, czyli m.in. magazynowanie nieużywanych przez 11 lat anten satelitarnych, za które zapłacono 265 tys. zł, czy zakup za prawie 680 tys. zł krzeseł i stołów z okazji prezydencji Polski, które po jej zakończeniu też trafiły do magazynów.

Jak się przy okazji okazało, słynny stół konferencyjny za 174 tys. zł, o którym DGP pisał wczoraj, nie był do tej pory używany. Między końcem Prezydencji w grudniu 2011 roku a majem 2012, gdy NIK rozpoczęła kontrolę, nie było imprez, w których można było wykorzystać reprezentacyjny stół prezydencji, ale będzie się tak działo w przyszłości – wyjaśnia MSZ.

Dopiero kiedy DGP upublicznił (specjalnie nie pisaliśmy o ujawnianiu raportu, bo znajdował się w internetowym, ogólnie dostępnym BIP NIK-u, wystarczyło go odszukać) te bardzo krytyczne dane, resort spraw zagranicznych odniósł się do nich, m.in. w sprawie mebli zakupionych z okazji prezydencji.