Szef kółek rolniczych Władysław Serafin zaprzecza doniesieniom medialnym jakoby wykorzystał dotacje budżetową niezgodnie z prawem. Jego zdaniem, informacje "Pulsu Biznesu" są poparte fałszywymi dokumentami.

Reklama

W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową Serafin przyznał, że przelał część dotacji na swoje konto, bo wcześniej - kiedy Krajowa Izba Rolnicza nie wypłaciła części dotacji - on ratował swój związek z własnych pieniędzy. Krajowa Izba nie wypłaciła nam ponad 1,5 miliona złotych dotacji w 2006, 2007 i 2008 roku, a zobowiązania musieliśmy regulować. Zatem uruchomiłem własne pieniądze. Okradłem dom i rodzinę by ratować swój związek - powiedział IAR Władysław Serafin. Mogłem państwo, wybrałem rodzinę - dodał.

Polskie organizacje rolnicze są reprezentowane w Unii Europejskiej dzięki corocznym dotacjom z budżetu państwa. Środki te wydawane są na wymagane składki, funkcjonowanie biur, opłacenie pracowników, przelotów i hoteli. Ale zanim trafią do poszczególnych organizacji najpierw trafiają na konta Krajowej Rady Izb Rolniczych, a ona podpisuje umowy na dofinansowanie z poszczególnymi organizacjami.

Serafin zapewnia, że ówczesny minister rolnictwa Marek Sawicki wiedział, że dotacje w jego przypadku często są wykorzystywane na pokrycie wcześniej zaciągniętych długów. Za każdym razem przez ostatnie 6 lat wypłacone pieniądze z dotacji uzupełniałem pożyczką. Jak przyszła dotacja oddawałem i tak w kółko. I wszyscy w tym kraju łącznie z ministrem Sawickim o tym wiedzieli, bo przyjmowali i podpisywali sprawozdania - tłumaczy w rozmowie z IAR Serafin.

Były minister rolnictwa Marek Sawicki nie chciał z nami o tej sprawie rozmawiać. Jedyne zdanie które wypowiedział brzmiało Nie mam nic wspólnego z panem Serafinem.

Ministerstwo Rolnictwa sprawy komentować nie chce do momentu ogłoszenia wyników kontroli przeprowadzonej w resorcie. Ale jak nieoficjalnie dowiedziała się IAR, na początku przyszłego tygodnia z Władysławem Serafinem ma się spotkać wicepremier, prezes PSL Janusz Piechociński.