Dobiegają końca badania wraku Tupolewa w Smoleńsku. Prokurator i czterech biegłych w czwartek wrócą do Polski - powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej podpułkownik Janusz Wójcik z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
Polscy eksperci pracują w Smoleńsku od 22 lipca.
W czasie pobytu w Federacji Rosyjskiej biegli zabezpieczyli w sumie ponad 250 próbek. Pracowali z użyciem spektrometrów ruchliwości jonów. Pobrali próbki z foteli tupolewa oraz z innych elementów samolotu.
wyjaśnił podpułkownik Wójcik. Pojawiły się na nich symbole, które w pamięci urządzeń przypisano określonym materiałom wybuchowym. jak podkreślił.
Jest duże prawdopodobieństwo, że próbki pobrane w trakcie obecnego pobytu w Smoleńsku, uda się przywieźć do Polski bezpośrednio. Do tej pory każdy materiał dowodowy sporządzony przez naszych ekspertów na miejscu katastrofy, trafiał do kraju później.
Strona rosyjska najpierw musiała dostać zabezpieczony materiał od Polaków, a dopiero potem - w ramach pomocy prawnej - przekazywano go do Warszawy.
Podpułkownik Janusz Wójcik pytany o to, czy pobrane próbki mogą potwierdzić hipotezę o zamachu powiedział, że są to na razie tylko medialne spekulacje i insynuacje niektórych polityków. - dodał prokurator.
ź - podkreślił podpułkownik Wójcik.
Jesienią ubiegłego roku biegli pobrali w sumie 258 próbek: część z gleby w miejscu katastrofy, a część z wraku. Ze względu na panujące wówczas w Smoleńsku warunki atmosferyczne, nie było możliwość pobrania próbek z foteli samolotu.
Badanie pobranych wtedy próbek prowadzą specjaliści z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji w Warszawie. Naczelna Prokuratura Wojskowa w czerwcu poinformowała, że biegli nie wykryli pozostałości materiałów wybuchowych na elementach tupolewa, skąd pochodziły próbki.