Dokładnie chodzi o zeznania prof. Jana Obrębskiego, który opowiadał śledczym o swoich badaniach jednego z elementów tupolewa. "Newsweek" podaje, że prawdopodobnie chodzi o owiewkę. Naukowiec miał zeznać, że część pochodzi ze smoleńskiego wrakowiska i została mu przekazana w zespole Antoniego Macierewicza. Prof. Obrębski miał ją po oględzinach zwrócić do parlamentarnego zespołu smoleńskiego. Nie potrafił powiedzieć, gdzie aktualnie znajduje się owiewka, ale dodał: Poseł Macierewicz powiedział do mnie, że on wie, gdzie ten element się znajduje.

Reklama

>>>Zeznania ekspertów Macierewicza. PEŁEN ZAPIS ROZMÓW

To wystarczyło, by tuż po przesłuchaniu prof. Obrębskiego wojskowi prokuratorzy wezwali do siebie Antoniego Macierewicza. Śledczy nie zdołali go jednak zapytać o część z Tu-154. Dlaczego? Bo Macierewicz poprzez swojego pełnomocnika od razu złożył jednak wniosek o wyłączenie z czynności prokuratorów czekających na jego zeznania. Przesłuchanie trzeba było przerwać do czasu rozpatrzenia wniosku - czytamy na stronie internetowej tygodnika.

Wniosek ten rozpatrzono negatywnie, więc zdaniem "Newsweeka" wszystko wskazuje na to, że poseł PiS ponownie będzie musiał stawić się w prokuraturze. Jeśli potwierdzi, że wie, gdzie znajduje się owiewka, to będziemy musieli wszcząć w tej sprawie odrębne śledztwo - powiedział jeden ze śledczych.