Chodzi o przewodniczącego rady powiatu lubelskiego Sławomira Zygę z PSL, którego w maju w Niedrzwicy pod Lublinem zatrzymała policja. Miał wtedy we krwi 2,4 promile alkoholu.

Jak wynika z zeznań jego byłej żony miał ją w takim stanie gonić na rowerze, krzycząc przy tym Kur... zabiję cię!.

Ale działacz ludowców miał także straszyć brata byłej żony i kobietę zajmującą się prawami dzieci.

- Razem ze mną i bratem w domu męża była wtedy pani z lubelskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Był to pierwszy weekend miesiąca, kiedy zgodnie z wyrokiem sądu mogłam odebrać syna z domu męża. Nagle on wrócił do domu i groził tej pani i mojemu bratu - mówiła była żona polityka  "Gazecie Wyborczej".

Zygo opisując całą sytuację na specjalnie w tym celu zwołanej konferencji, mówił z kolei o prowokacji. I wyjaśniał: W sobotę byłem pod wpływem alkoholu, ale był dzień wolny. Czy jak większość mężczyzn, którzy chcą tak spędzić wolny czas, jak tysiące Polaków, nie mam prawa do tego?

Policja napisała akt oskarżenia, ale prokuratura rejonowa w Kraśniku miała umorzyć teraz dochodzenie z braku danych dostatecznie uzasadniających popełnienie czynu.

Z przesłuchania świadków wynika, że Zygo nie wsiadł na rower i - po drugie - nie był agresywny wobec byłej żony.

Kobieta już zapowiedziała, że zaskarży umorzenie. Chce dowieść m.in., że jej były mąż porzucił rower niedaleko miejsca zatrzymania.

Między 2010 a 2012 rokiem w prokuraturze było 18 postępowań dotyczących rodziny Zygo.