Donald Tusk zapowiada głębokie zmiany kadrowe. W miejsce wyeksploatowanych "zderzaków" zatrudni nowe osoby, które również po pewnym czasie mogą się okazać chłopcami do bicia. Za personalnymi mogą pójść też zmiany strukturalne. Po ewentualnym odejściu Michała Boniego MAiC i MSW mogą się stać jednym resortem, podobnie jak sport i edukacja. Cyfryzacją państwa może się zająć całkiem nowy urząd kontrolowany bezpośrednio przez premiera. Do rozważenia jest też dawno obiecywana likwidacja Ministerstwa Skarbu.

Na giełdzie nazwisk wrze: ministrem edukacji narodowej miałaby zostać Joanna Kluzik-Rostkowska, o czym napisał „Wprost”, lub Urszula Augustyn. W resorcie środowiska Marcina Korolca mógłby zastąpić wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz lub obecny zastępca Korolca Stanisław Gawłowski. Największa zagadka to jednak resort finansów. O chęć objęcia tej funkcji otoczenie premiera pytało m.in. dwóch prezesów banków. Posadą na pewno nie jest zainteresowany wymieniany wśród potencjalnych następców Rostowskiego komisarz UE ds. budżetu Janusz Lewandowski.

Zmiany kadrowe nie załatwią jednak najważniejszych problemów rządu - niskiego poparcia i braku pomysłu na dokończenie kadencji. Jak mówią rozmówcy DGP, Tusk musi się przygotować do wydania 70 mld euro, które w ramach budżetu UE do 2020 r. trafi do Polski. Do dokończenia jest deregulacja i przekonanie Polaków do tego, że zmiany w OFE miały uzasadnienie.