Nigdy nie pchała się na świecznik. Choć zawsze stała w pierwszym szeregu tuż za prezesem Prawa i Sprawiedliwości, nigdy nie żądała za to zaszczytów. Skromna, cicha, ale kiedy wyprowadzi się ją z równowagi, staje się niebezpieczna. Nie lubi kobiet. Tak mówią o niej w partii. Jarosław Kaczyński zalicza ją do grona najbliższych współpracowników. W książce Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby „O dwóch takich” wymieniał jej nazwisko jednym tchem obok Adama Lipińskiego, Jolanty Szczypińskiej, Przemysława Gosiewskiego i Ludwika Dorna. Gosiewski nie żyje, Dorn odszedł swoją polityczną drogą, ale Goss pozostała. Trwa przy Kaczyńskim od czasów Porozumienia Centrum, czyli od początku lat 90.

Reklama

Goss była jedną z najwierniejszych działaczek starego Porozumienia Centrum. Kiedy partia została zepchnięta do głębokiej opozycji, a struktury w całej Polsce się rozsypały, ona nadal jako jedna z nielicznych była aktywną działaczką. Jarosław Kaczyński nigdy nie zapomina takich postaw – napisali w książce „Daleko od Wawelu” Michał Majewski i Paweł Reszka.

Agencja Gazeta / Fot. Tomasz Staczak AG

To ona trzęsie partią w Łodzi, to od niej zależy, kto trafi na listy wyborcze. Współpracownicy z PiS mówią o niej po cichu „Tekla”. To od imienia pajęczycy z bajki „Pszczółka Maja” – napisał kilka lat temu „Duży Format”. Ponoć jak pajęczyca oplata partię siecią swoich wpływów. – Czasem krzyczy, nieraz widziałem, jak wyrzucała kogoś za drzwi albo jak podarła podanie o przyjęcie do partii – opowiadał jeden z działaczy w rozmowie z „DF”. Na co dzień nosi się niedbale. Lubi chodzić w zrobionych własnoręcznie na drutach spódnicach i swetrach. Nie pije alkoholu, nie pali papierosów. Ma głowę do pieniędzy, jest świetnym skarbnikiem partii. Składki ściąga bezwzględnie. Skrupulatności nauczyła się w czasie 20-letniej kariery w Spółdzielni Spożywców „Społem”, gdzie pracowała jako radca prawny.

Jarosław Kaczyński darzy ją bezgranicznym zaufaniem. – Jest jedną z tych nielicznych osób, które znają numery dwóch osobistych komórek Jarosława Kaczyńskiego. Ma do niego praktycznie nieograniczony dostęp. Kiedy prezes przyjechał do Łodzi, z wielką uwagą wsłuchiwał się w to, co do niego mówiła. I tylko ją zaprosił do swojej limuzyny – opowiada jeden z działaczy łódzkiego PiS, dopytywany przez „Dziennik Łódzki”.

Na przyjaźń prezesa Prawa i Sprawiedliwości pracowała długo i intensywnie. To ona pomagała opiekować się chorującą matką braci. Przywoziła Jadwidze Kaczyńskiej lecznicze ziółka. Zresztą wśród znajomych i współpracowników z PiS znane jest jej zamiłowanie do medycyny naturalnej. Jak opowiadał w rozmowie z „Dużym Formatem” Henryk Tomczak, były działacz PC, dała jego żonie maść na żylaki, a Jarosławowi Kaczyńskiemu przywoziła suszone kasztany. – Podobno neutralizują negatywne promieniowanie – mówił Tomczak.

Stała przy prezesie PiS w trudnych chwilach, w czasie choroby jego matki, pomogła mu również, gdy wpadł w finansowe tarapaty z powodu kosztownego leczenia. Tak jak przywoziła Jadwidze Kaczyńskiej zioła, tak pożyczyła Jarosławowi 200 tysięcy złotych. Ta sprawa pozostałaby tajemnicą do końca, gdyby nie wypłynęła na kanwie problemów z oświadczeniem majątkowym szefa Prawa i Sprawiedliwości. W rubryce z informacją o pożyczce zabrakło bowiem nazwiska pożyczkodawcy. Kaczyński długo bronił się przed ujawnieniem, od kogo wziął pieniądze i choć prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie, prezes PiS podał w końcu nazwisko Janiny Goss, jednak dopiero przed komisją etyki poselskiej.

Agencja Gazeta / Fot. Tomasz Staczak Agencja Gazeta
Reklama

Szara eminencja Prawa i Sprawiedliwości z cienia wyszła kilka lat temu, gdy partia Jarosława Kaczyńskiego była u władzy. Janina Goss została wówczas szefową rady nadzorczej TVP. Potem przez trzy miesiące kierowała spółką Forum, która wydawała „Gazetę Polską Codziennie”. Stało się tak po tym, jak pośrednio związana z PiS spółka Geranium przejęła większość udziałów w Forum. Wtedy do akcji wkroczyła Goss. Zastąpiła na tym stanowisku Tomasza Sakiewicza i twardą ręką zaczęła wprowadzać finansowe porządki. Wypowiedziała umowy z kolporterami, zweryfikowała wynagrodzenia dziennikarzy „GPC”, wprowadziła sporo zamieszania, kiedy wskutek jej działań gazeta dotarła wyłącznie do kiosków w Warszawie.

Ale okazało się, że decyzja Jarosława Kaczyńskiego o oddaniu „Forum” w ręce Janiny Goss była słuszna, bo skarbniczka z Łodzi wyprowadziła finansowo redakcję na prostą. Dziś zasiada w zarządzie spółki Srebrna, firmy powiązanej z PiS.

Czy Janina Goss ma szansę wejść do grona twarzy PiS i zacząć wpływać na decyzje „centrali” przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie? Mogłaby, gdyby tylko chciała. Prezes Prawa i Sprawiedliwości pamięta, jak w 1997 roku w łódzkim Porozumieniu Centrum ona jedyna uratowała jego partię, kiedy wszyscy oprócz kilkunastu działaczy wyszli z PC na znak protestu przeciwko wyrzuceniu przez Jarosława Kaczyńskiego dwóch członków. Z tamtych czasów pozostał żart, że przy Kaczyńskim został tylko sztandar i Goss.

Pewne jest, że gdyby podobna sytuacja miała kiedykolwiek się powtórzyć, Goss ze sztandarem Prawa i Sprawiedliwości stanie przy prezesie.