Jak podkreślił ostrzegał przed ustaleniami osiąganymi poza Brukselą jeszcze przed wyjazdem na szczyt G20 do Osaki.
Tzw. propozycja z Osaki to nieoficjalne ustalenia Francji, Niemiec, Hiszpanii i Holandii zawarte pod koniec ubiegłego tygodnia w Japonii, by szefostwo Komisji Europejskiej oddać socjalistom, których kandydatem na to stanowisko był Frans Timmermans.
- podkreślał Tusk.
Jak zaznaczył nie był stroną w negocjacjach, tylko organizatorem i prowadzącym je, dlatego nie ujawniał swoich osobistych opinii co do pojawiających się kandydatur. "Bardzo zależało mi na tym, żeby ten proces był możliwie konsensualny, żeby możliwie wszyscy odnaleźli satysfakcję z tego wyboru" - oświadczył.
Tłumaczył, że to, co miało miejsce w Osace, było próbą zbliżenia się 2-3 ważnych graczy, "ale nie miało to charakteru ustalenia". - zaznaczył Tusk.
Odpowiadając na pojawiającą się wcześniej krytykę, że rozmowy nie były dobrze przygotowane i dlatego trwały tak długo oświadczył, że jeśli ludzie muszą pracować dzień i noc, to są niezadowoleni.
- zaznaczył przewodniczący Rady Europejskiej.
Jego zdaniem cały proces uzgadniania nowego kierownictwa instytucji unijnych mógł potrwać wiele tygodni, a nawet miesiące. Przypomniał, że przed pięcioma laty, gdy jego wybierano na przewodniczącego Rady Europejskiej, to trwało to bardzo długo, a tym razem były to nie trzy miesiące, ale trzy dni.
Tusk relacjonował, że Grupa Wyszehradzka była konstruktywna w czasie rozmów, ale ani rząd w Warszawie, ani rządy innych krajów V4 w czasie ostatnich trzech dni nie przedstawiały kandydatur na czołowe funkcje.- opowiadał.
Szef Rady Europejskiej zaznaczył, że nie może się wypowiadać za PE, ale intencją polityczną liderów było, aby szefem PE był ktoś z Europy Środkowo-Wschodniej. Dodał, że ma prawo przypuszczać, że jednym z wiceszefów Komisji Europejskiej będzie także ktoś z Europy Środkowo-Wschodniej. Tusk mówił, że państwa tego regionu zaakceptowały "beż żadnych wątpliwości cały pakiet".
- mówił szef Rady Europejskiej.
Tusk przewiduje, że przekonywanie Parlamentu Europejskiego do zaakceptowania ustaleń szczytu będzie wymagało cierpliwości. "Jak to zawsze, przynajmniej w wolnych, prawdziwych parlamentach, ostateczna decyzja nie jest wiadoma. Pewne jest, że czeka nas ciężka praca, m.in. dlatego też jadę w czwartek do PE" - zaznaczył szef Rady Europejskiej.
- dodał były polski premier.