We wtorek rzecznik prezydenta Błażej Spychalski poinformował, że prezydent Andrzej Duda podpisał postanowienie o zarządzeniu wyborów parlamentarnych na 13 października. Postanowienie - jak dodał - zostało przesłane do kancelarii premiera. Po opublikowaniu postanowienia prezydenta o zarządzeniu wyborów w Dzienniku Ustaw - najpóźniej piątego dnia od dnia zarządzenia wyborów - formalnie ruszy kampania wyborcza.

Zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel podkreślił w rozmowie z PAP, że partia była przygotowana na każdą możliwą datę wyborów. PiS było gotowe na każdą datę wyborów. Nasz sztab pracuje, mamy gotowe listy kandydatów, plan kampanii, który będziemy realizować - powiedział Fogiel.

Jesteśmy zadowoleni, że już poznaliśmy datę wyborów, bo to wiele ułatwi w kwestiach technicznych, przede wszystkim dostosowania się do kalendarza wyborczego - rejestracji komitetu, list kandydatów. Teraz będziemy realizować nasze plany kampanijne, czyli jeździć po Polsce, rozmawiać, przekonywać do naszego programu - mówił zastępca rzecznika PiS.

Krytycznie do daty wyborów odniósł się rzecznik PO Jan Grabiec. Szkoda, że prezydent nie wykazał się i w tej sprawie suwerennością, bo jak wiemy chciał, aby wybory odbyły się później. Jednak rozkazy w tej sprawie przyszły z Nowogrodzkiej (siedziby PiS-PAP), gdzie zdecydowano, że kampania ma być jak najkrótsza ze względu na afery z udziałem polityków PiS, afery których jest coraz więcej - powiedział PAP Grabiec. Według niego, krótka kampania wyborcza premiuje też PiS względem mniejszych komitetów, którym trudniej jest szybciej zebrać podpisy.

Grabiec zadeklarował jednocześnie, że Koalicja Obywatelska jest już gotowa do wyborów i kampanii.

Rzeczniczka Sojuszu Lewicy Demokratycznej Anna-Maria Żukowska oceniła w rozmowie z PAP, że data wyborów ani dzień jej ogłoszenia nie zaskoczyły nikogo. Jej zdaniem, "niesprawiedliwe" jest to, że mniejsze komitety mają - za sprawą tak krótkiej kampanii - mniej czasu na zebranie podpisów, co - jak oceniła - premiuje większe ugrupowania o ugruntowanej już pozycji. Dodała, że "być może prezydent i PiS spieszą się tak, po to, by uniknąć "wylania się" fali niezadowolenia różnych grup obywateli, w tym rodziców dzieci z tzw. podwójnego rocznika, które na jesieni będą musiały zmierzyć się z trudnymi warunkami w szkołach".

Poseł PSL Marek Sawicki powiedział PAP, że dla jego partii data wyborów "była oczywista już chyba od czerwca, gdy ogłosił ją premier Mateusz Morawiecki". Prezydent nie jest decydentem w tej sprawie, tylko przekazuje decyzje, które zapadły wcześniej na Nowogrodzkiej. Data 13 października wskazuje na to, że czeka nas kampania krótka, emocjonalna, bez możliwości pogłębionej dyskusji programowej- czyli korzystna dla PiS - ocenił polityk ludowców.

Podkreślił, że mimo to, ludowcy "są do startu w wyborach przygotowani; przypomniał, że jako pierwsi ogłosili formułę, w jakiej do nich pójdą.

Wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz'15) podkreślił w rozmowie z PAP, że prezydent miał prawo ogłosić swoją decyzję do 14 sierpnia; ocenił, że lepiej się stało, że ogłosił ją już teraz. Mimo to wyraził zaniepokojenie tym, że kampania będzie "o wiele, wiele" krótsza niż w poprzednich wyborach. To jest ewidentnie zamknięcie dla wielu obywateli możliwości zebrania podpisów i zarazem działanie antyobywatelskie - ocenił.

Zgodnie z konstytucją wybory parlamentarne zarządza prezydent nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu. Data wyborów wyznaczana jest na dzień wolny od pracy, przypadający w ciągu 30 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji obu izb parlamentu. Pierwsze posiedzenia Sejmu VIII kadencji i Senatu IX kadencji odbyło się 12 listopada 2015 roku.

O mandat poselski może ubiegać się polski obywatel, który najpóźniej w dniu wyborów kończy 21 lat, a o mandat do Senatu - 30 lat. Kandydatów na posłów i senatorów mogą zgłaszać partie polityczne oraz wyborcy. Nie można kandydować równocześnie do Sejmu i Senatu. W wyborach parlamentarnych głosować mogą pełnoletni obywatele Polski.