Były fragmenty humorystyczne. Dlaczego wicemarszałek Bronisław Komorowski nie został producentem kiszonych ogórków, choć chciał? Czy marszałek Ludwik Dorn to szczawik w polityce? I za co lubi go były marszałek Marek Borowski? Między innymi tego mogli się wczoraj dowiedzieć studenci CC.

Reklama

Jednak większa część dyskusji dotyczyła kwestii poważnych, najważniejszych dla młodego pokolenia. Przedstawił je Michał Karnowski, szef działu politycznego DZIENNIKA, który prowadził całe spotkanie.

Przede wszystkim mieli mówić o emigracji. Jak to się stało, że w trakcie ostatnich dwóch lat z Polski wyjechały blisko 2 mln ludzi. Czy to efekt rządów braci Kaczyńskich? A może zawiniła polityka, bo III RP nie dała im szans na rozwój w kraju? No i czy ci młodzi wrócą? "Będą wracać, jeśli w Polsce będzie normalnie, jeśli nie będą musieli wstydzić się za własny kraj. Jeśli zobaczą, że rządzą tu ludzie, z których mogą być dumni: fajni, przystojni" - tłumaczył Komorowski. I dodawał: "Ekipa PiS-owska nie daje szansy na poprawę sytuacji".

"Rozumiem, że nie jesteśmy przystojni" - ripostował Dorn. Inaczej niż Komorowski dowodził, że ostatniej fali emigracji nie należy dramatyzować. Bo obok kłopotów - jak brak rąk na polskim rynku pracy - trzeba dostrzec pozytywy. A do nich Dorn zaliczył m.in. możliwość zdobywania przez ludzi na emigracji kwalifikacji zawodowych i językowych. Również Borowski nie demonizował sprawy emigracji. "Po prostu Europa staje się wielkim domem i ludzie szukają szansy. Polityka nie gra w tym przypadku wielkiej roli" - tłumaczył.

Do zbliżenia stanowisk między liderami PO i LiD doszło, gdy poruszono kolejną kwestię - korporacji zawodowych, które stają się często przeszkodą w awansie młodych ludzi. Dorn przypomniał, że walka z korporacjami to domena PiS.

"Tak, PiS uzbroiło się w grubą pałę i zaczęło bić. Kiedy ktoś z korporacji się wychylił, zostawał zaliczony do układu" - podważał metody tej walki Borowski. I zwracał uwagę, że korporacji likwidować całkowicie nie można, bo jednak w pewnym stopniu stoją one na straży etyki zawodu. "A żeby nie stawały one na drodze karier młodych ludzi" - proponował Borowski - "warto pomyśleć o likwidacji barier finansowych przy wchodzeniu do zawodu jak opłaty za staże".

"Korporacji lekką ręką na śmietnik nie wolno wyrzucać" - przytakiwał też Komorowski i wskazywał, że lepiej koncentrować się na stypendiach i ulgach dla młodych ludzi, by wszyscy mieli równe szanse na starcie.

A co z równymi szansami młodych w polityce? Czy mogliby mieć większy wpływ na sytuację w kraju, gdyby nie blokowali ich partyjni staruszkowie? Borowski natychmiast odpowiedział, że średnia wieku w kierownictwie jego SdPl nieznacznie przekracza trzydziestkę. Ale uznał, że wiek nie jest wystarczającą kwalifikacją w polityce.

Zgodzili się z nim pozostali goście. Dorn mówił: "Mamy zaburzone pojęcie tego, co znaczy <młody> lub <stary>. Np. w kulturze Dalekiego Wschodu 45-latek może być co najwyżej asystentem polityka" - tłumaczył. "To pan też jest jeszcze szczawikiem" - żartował Borowski, a Dorn nie zaprzeczał.

Marszałek Sejmu był też w tej debacie autorem najkrótszej odpowiedzi na pytanie. "Jak pan przekona studentów, wykształciuchów, by głosowali na PiS?" - zapytała jedna ze studentek. "Bo my mamy rację" - odparł Dorn. "I za to lubimy Ludwika Dorna. Wdzięk i bezpretensjonalność" - wyznał Borowski. A studenci potwierdzili to brawami.