Ambasador Rosji zwrócił się zaś o poparcie Polski dla zniesienia zachodnich sankcji. Prosił też, aby Polska nie wspierała wykluczania Rosji z obrad Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Przypomniał, że wicemarszałek Borusewicz jest w Rosji objęty sankcjami. Grodzki apelował o zwrot Polsce wraku Tu-154 i o dokumentów z archiwów dotyczących obławy augustowskiej. Andriejew odpowiedział, że Rosja nie rozumie pojawiających w Polsce - jak ujął - "teorii spiskowych", dotyczących katastrofy smoleńskiej. Dodał, że archiwa są "zamrożone" po "burzeniu pomników" w Polsce i polskiej "ustawie historycznej".

Reklama

PAP dotarła do notatki ze spotkania marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego z ambasadorem Federacji Rosyjskiej Siergiejem Andriejewem, do jakiego doszło 19 grudnia 2019 roku. Spotkanie to było potem przedmiotem kontrowersji - doszło do niego tego samego dnia, w którym prezydent Rosji Władimir Putin mówił po raz pierwszy o negatywnej roli Polski przy wybuchu II wojny światowej. Z notatki wynika, że witając ambasadora Andriejewa marszałek Grodzki "wyraził przekonanie, że dialog jest lepszy niż jego brak". "W odpowiedzi ambasador skonstatował, że dialogu międzyparlamentarnego już dłuższy czas między Rosją i Polską nie ma wcale. Wspomniał, że wówczas (w 2014) senator W. Cimoszewicz - ówczesny przewodniczący senackiej Komisji Spraw Zagranicznych poinformował go o decyzji władz Senatu o całkowitym zawieszeniu kontaktów i dialogu. W 2017 r. w St. Petersbursgu podczas statutowej konferencji Unii Międzyparlamentarnej Polska nie była w ogóle reprezentowana" - głosi notatka.

"Pan Marszałek stanowczo zaznaczył, że oczekiwania Polski wobec Rosji nie zmieniły się: nadal oczekujemy pilnego zwrotu wraku Tu-154, pełnej realizacji postanowień mińskich i Formatu Normandzkiego, otwarcia rynku rosyjskiego dla polskich towarów eksportowych oraz odnalezienia i udostępnienia dokumentów z rosyjskich archiwów dotyczących obławy augustowskiej i miejsca pochówku jej ofiar. Uważa osobiście, że nie powinno się dopuszczać do sytuacji, gdy inni rozmawiają o nas" - czytamy w notatce. "Marszałek w uzgodnieniu z MSZ, zaproponował odnowienie relacji między izbami wyższymi parlamentów obu krajów na szczeblu wicemarszałków izby, jako ostrożne otwarcie kanału komunikacji. Jednocześnie podkreślił, że pewne sfery nie podlegały i nadal nie powinny podlegać ograniczeniom kontaktów - jak np. kultura i polsko-rosyjskie festiwale filmowe" - czytamy.

"Ambasador wyraził zadowolenie z tego - w oczywisty sposób - pozytywnego kroku naprzód. Jednocześnie podkreślił - Rosja też ma oczekiwania wobec Polski: jest to zniesienie zachodnich sankcji; w sprawie wraku podkreślił, że strona rosyjska nie rozumie pojawiających się w związku z katastrofą teorii spiskowych; archiwa są - szczególnie po burzeniu pomników w Polsce i polskiej ustawie historycznej - zamrożone; co do rozmów mińskich i Ukrainy - mamy różne podejście do tych spraw, ale nie jest to powód do zamrożenia dialogu, a odwróceni plecami do siebie nie porozumiewamy się" - głosi notatka.

"Na propozycję marszałka Grodzkiego, aby wicemarszałkiem, który będzie prowadził kontakty z Radą Federacji był marszałek B. Borusewicz, ambasador zwrócił uwagę na fakt, że tak jak pani Matwiejenko (była przewodnicząca Rady Federacji) tak marszałek Borusewicz został objęty sankcjami. Marszałek stwierdził, że w takim razie pan marszałek Borusewicz mógłby się spotkać ze swoim odpowiednikiem poza Rosją, a jeszcze lepiej byłoby znieść niesprawiedliwe sankcje wobec marszałka Borusewicza" - czytamy.

"Ambasador zwrócił się do marszałka w sprawie zbliżającej się sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy by polska delegacja nie wspierała wątpliwości (ponownych) dot. statusu delegacji rosyjskiej i opcji ponownego jej wykluczenia z obrad. Powołał się na sprzeczności między regulaminem ZPRE i kartą Rady Europy, która przecież mówi o równoprawnym i swobodnym udziale wszystkich delegacji państw członkowskich. Wspomniał, że po dobrej decyzji min. Czaputowicz został oskarżony przez eurodeputowanych PO o spisek z Kremlem. Dla strony rosyjskiej to postępowanie niezrozumiałe i nieracjonalne. Wyraził nadzieję na przychylność polskiej delegacji dla Rosji. Ambasador prosił również o wsparcie starań Rosji ws. wyboru przedstawiciela do prezydium ZPRE. Rosji, jako jednemu z największych płatników składek należy się miejsce w prezydium" - głosi notatka.

Po grudniowym spotkaniu marszałka Grodzkiego z ambasadorem Rosji, był on krytykowany w mediach przez przedstawicieli rządu za to, że prowadzi własną politykę zagraniczną. Krytycznie to spotkanie oceniał na początku stycznia m.in. wicepremier Jacek Sasin. "Chodzi o pewien całokształt zdarzeń, nie o pewien jednostkowy fakt spotkania z ambasadorem Rosji, chociaż wiemy, że to spotkanie było odradzane, mamy komunikaty również z MSZ, że były sugestie, żeby tę sprawę poprowadzić inaczej. Pan marszałek Grodzki to zignorował. Natomiast chodzi o to, że nie może być kilku konkurujących ze sobą ośrodków, w żadnym państwie, które prowadzą politykę zagraniczną" - mówił Sasin w TVP.

Podobnie wypowiadał się w portalu wPolityce.pl wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk. "Departament Wschodni MSZ zasugerował, że z politycznego punktu widzenia właściwsze byłoby zgodnie z zasadą wzajemności obniżenie rangi spotkania. Marszałek nie uwzględnił tej sugestii" - powiedział Szynkowski vel Sęk. Także Grodzki był w RMF FM pytany, czy ktokolwiek informował go przed spotkaniem z ambasadorem o wypowiedziach Putina na temat Polski, z których pierwsze padły z jego ust tego samego dnia. Żadnego ostrzeżenia, ani z MSZ, ani ze swojej kancelarii nie otrzymałem - odpowiadał marszałek.

Zaprzeczył też jakoby z MSZ otrzymał sugestię obniżenia rangi spotkania z ambasadorem. Mam na to dokumenty pisemne, podpisane przez jednego z dyrektorów departamentu - nie ma tam słowa o obniżeniu - powiedział Grodzki. Zapewnił też, że nie rozmawiał na ten temat z nikim z MSZ. W momencie, jak porozmawiałem z panem ministrem Czaputowiczem, ustaliliśmy zarówno format, skalę tego spotkania, co możemy zaproponować i czego możemy oczekiwać. I nie było w tym nic dziwnego, co by wykraczało poza ramy dobrze prowadzonej dyplomacji, natomiast późniejsze wypowiedzi prezydenta Rosji, zrujnowały te plany, które trudno byłoby ocenić jako szkodliwe dla Polski - zaznaczył marszałek Senatu.

19 grudnia prezydent Rosji Władimir Putin wystąpił na dorocznej konferencji prasowej dla mediów rosyjskich i zagranicznych. Skrytykował przyjętą we wrześniu rezolucję Parlamentu Europejskiego dotyczącą wybuchu II wojny światowej. Oświadczył, że stawianie na jednej płaszczyźnie ZSRR i Niemiec hitlerowskich jest szczytem cynizmu. Totalitaryzm zasługuje na potępienie (...), można potępiać dowolnie stalinizm i ogółem totalitaryzm (...), nasz naród najbardziej ucierpiał z jego powodu, ale porównywanie stalinizmu i Niemiec faszystowskich świadczy o nieznajomości historii - oświadczył.

Według rosyjskiego prezydenta Józef Stalin nie splamił się bezpośrednimi kontaktami z Adolfem Hitlerem, a ZSRR jako ostatnie państwo podpisało z Niemcami hitlerowskimi pakt o nieagresji. Odnosząc się do tajnych protokołów tego paktu, których konsekwencją był rozbiór Polski, Putin oznajmił, że Polska sama wzięła udział w rozbiorze Czechosłowacji, a wojska sowieckie wkroczyły do Polski (17 września 1939 roku - PAP) "po tym, jak polski rząd utracił kontrolę nad swoimi siłami zbrojnymi" i opuścił kraj. "Nie było o tym z kim rozmawiać" - oświadczył.

Dzień później Putin ponownie skrytykował rezolucję PE na temat II wojny światowej; wyraził ocenę, że przyczyną II wojny światowej był nie pakt Ribbentrop-Mołotow, a pakt monachijski. Podkreślił szczególnie wykorzystanie przez Polskę układu monachijskiego do realizacji roszczeń terytorialnych dotyczących Zaolzia. 24 grudnia Putin krytykował przedwojennego polskiego ambasadora w Niemczech Józefa Lipskiego, który - według rosyjskiego prezydenta - miał obiecywać postawienie w Warszawie pomnika Hitlerowi, jeśli wysłałby on polskich Żydów na zagładę do Afryki.