Zagłuszanie telefonów okupujących kancelarię premiera pielęgniarek zaszkodziło też urzędnikom. Gdy Jarosław Kaczyński nakazał sprowadzić zagłuszarki, w kancelarii przestały działać nawet telefony stacjonarne, a sygnał w komórce pojawiał się dopiero 100 metrów od budynków rządowych.
O kłopotach urzędników w używaniu telefonów stacjonarnych napisała "Gazeta Wyborcza". DZIENNIK z kolei ujawnił, że sygnału w telefonach nie mieli też mieszkańcy i pracownicy okolicznych budynków. Operator jednej z sieci telefonów komórkowych - Polkomtel - poskarżył się na zagłuszanie. Ale po trzech godzinach skargę wycofał.
Oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego tłumaczy "Gazecie Wyborczej", że kwestii zagłuszania nie reguluje żadne prawo, dopóki zagłusza właściciel czy gospodarz budynku na swoim terenie, nie przeszkadzając sąsiadom.
Przenośne urządzenia zagłuszające mają dość przystępne ceny - zakłócić sygnał telefonów w promieniu 50 metrów można już za tysiąc złotych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|