–– mówi Wojtek Wdowiak. Mieszka w szwedzkim Malmoe. Opisuje, że zgodnie z procedurami wyborczymi 2 tygodnie temu zarejestrował chęć głosowania korespondencyjnego. – podkreśla
Teraz, przed II turą wyborów, rozważa taki scenariusz: jazda do Sztokholmu, wypisanie się z tamtejszej listy wyborców i wyprawa do kraju.
Małgorzata Broda mieszka w Holandii. Nie z własnej winy. Na terenie Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Hadze zostały utworzone dwa obwody głosowania. – - mówi.
Jedne karty zaginęły w drodze, inne przychodziły do wyborców na ostatnią chwilę. Emilia Targońska mieszka w Guildford, 30 minut od Londynu. Zarejestrowała się w spisie wyborców jeszcze w kwietniu, potwierdziła adres na wybory. – – opowiada.
Polaków mieszkających za granicą zaskoczył fakt, że wypełnioną kartę i podpisane oświadczenie o głosowaniu trzeba odesłać na koszt własny. - – wylicza Emilia Targońska.
W Holandii to z kolei koszt między 2 a 7 euro (ok. 9 – 30 zł). – – dziwi się mieszkająca w Holandii Natalia Grad. Ona zapłaciła i zagłosowała.
Także w kraju nie wszyscy mieli możliwość zagłosować i to nie z własnej winy. Na przykład nie we wszystkich placówkach medycznych czy DPS powstały komisje. – – mówi lekarz ze szpitala na Banacha w Warszawie. W efekcie, jak przyznaje, miał pacjentów, którzy wypisywali się na własne życzenie, żeby pojechać do swojej rejonowej komisji i oddać głos.
Dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM Robert Krawczyk przekonuje, że informował o tym zgodnie z prawem miasto. Decyzję podjął z powodów epidemicznych. Szpital przyjmuje pacjentów z podejrzeniem COVID, a w ostatnich tygodniach wykryto ogniska na kilku oddziałach. Zdaniem dyrektora, ze względu na bezpieczeństwo chorych i personelu nie chciał podejmować ryzyka głosowania na terenie szpitala. Ilu osób to dotyczy? Placówka ma ok. 2 tys. łóżek, ale nie jest w pełni obłożona, a część to pacjenci małoletni. Problemy mogło więc mieć kilkaset osób.
Jak przyznaje Krzysztof Lorentz, dyrektor zespołu Kontroli Finansowania Partii Politycznych i Kampanii Wyborczych, dyrekcja nie ma obowiązku informować o takiej sytuacji.
Rzeczniczka miasta Warszawy Karolina Gałecka przekonuje, że część placówek, w których z powodów epidemicznych nie odbyły się wybory na miejscu, dano mieszkańcom inne możliwości wzięcia udziału w głosowaniu. I tak np. 500 osób w stolicy skorzystało z pomocy pełnomocnika, który oddał za nich głos. Była także możliwość głosowania korespondencyjnego albo dowiezieniem na miejsce przez opiekuna.
Kolejnym kłopotem okazał się brak pieczątek. – mówi Iza, która głosowała w Gdańsku. Nie ona jedna. W mediach społecznościowych pojawiały się zdjęcia z urn, na których widać wyraźnie karty bez stempli.
Krzysztof Lorentz z PKW, przyznaje, że karta bez stempla z obwodowej komisji jest nieważna. Tak samo, jak głosy, które z powodu opóźnień wynikających z pracy poczty w danym kraju nie dotarły na czas. Albo do osoby głosującej albo komisji. Zgodnie z przepisami liczą się te głosy, które były dostarczone w określonym terminie. I potwierdza, że było dużo sygnałów o takich sytuacjach, szczególnie za granicą. Co do płatności to wskazuje, że w prawie wyborczym nie ma zagwarantowanego zwrotu kosztów przesyłki przez państwo. - - podkreśla. -