Obwiniony miał w korespondencji mailowej grozić stronie przeciwnej wszczęciem wobec niej postępowania karnego, a w rozmowie telefonicznej z jej adwokatem używać słów obraźliwych oraz grozić mu postępowaniem dyscyplinarnym. Za te czyny sam stanął przed izbowym sądem dyscyplinarnym, który za każdy z nich ukarał go naganą, wymierzając taką samą karę łączną. Po odwołaniu Wyższy Sąd Dyscyplinarny zmniejszył ją do upomnienia. Obwiniony i jego obrońca wnieśli jednak kasację do Izby Dyscyplinarnej SN.
Reklama
Zarzucali w niej, że WSD nie w pełni zbadał zarzuty odwoławcze, do niektórych odnosząc się zdawkowo, inne pomijając zupełnie. Część z nich dotyczyła nieprawidłowego stanu faktycznego i niewzięcia pod uwagę rozbieżności w zeznaniach pokrzywdzonego i świadków, które mogą świadczyć o zmowie, czego sąd odwoławczy nie zbadał należycie. Zdaniem obrony w pierwszych zeznaniach pokrzywdzony adwokat mówił, iż obwiniony miał kazać mu „zostawić tytuły naukowe na uczelni”, dopiero później zmienił wersję, relacjonując słowa obwinionego jako bardziej dosadne.
Zresztą w kasacji podniesiono też naruszenie zasady określoności zarzutu, wskazując, że zastępca rzecznika dyscyplinarnego użyła formy „wsadzić w d…” zamiast użyć pełnego słowa, co rodzi wątpliwości co do tego, o jakie słowo chodziło. Inny zarzut dotyczył naruszenia art. 11 kodeksu karnego, gdyż zdaniem obrońcy podczas tego samego czynu (rozmowy telefonicznej) nie można było popełnić dwóch deliktów (zniewagi i groźby wszczęcia postępowania).
Skład orzekający nie podzielił jednak tych argumentów, oddalając kasację. Wskazał, że zastrzeżenia co do stanu faktycznego nie są przedmiotem postępowania przed SN, gdyż został on już ustalony przez sądy niższych instancji.
Uzasadnienie orzeczenia WSD jest, owszem, lakoniczne, ale uprawnia do tego przyjęcie ustaleń sądu izbowego za własne. Za nietrafiony uznał też sąd zarzut naruszenia art. 11 kk, wskazując, że czyn stanowi tyle przestępstw, ile dóbr prawnych narusza. Nie ma to zresztą znaczenia dla rozstrzygnięcia, gdyż za wszystkie czyny wymierzono taką samą karę.
Zdaniem izby dyscyplinarnej także nieużycie wulgaryzmu przy opisie czynu nie stanowi rażącego naruszenia prawa, a jest raczej powszechną praktyką w sądach i nie budzi wątpliwości. Jeden z członków składu orzekającego zwrócił też uwagę, że używanie takich słów przez radcę prawnego jest wysoce naganne, a jedynym uzasadnieniem tak niskiej kary (SN nie mógł jej podnieść, gdyż nie było kasacji na niekorzyść) jest młody wiek obwinionego i jego wcześniejsza niekaralność.