Żeby uratować ONZ-owski szczyt w Kopenhadze, Biały Dom chce narzucić Ameryce tymczasowe limity emisji gazów cieplarnianych. Jak spekulują zachodnie media, w grę wchodzi ograniczenie emisji o 14 – 20 proc. do 2020 r. w porównaniu do poziomu z 2005 r.
Według brytyjskiego tygodnika "The Observer", administracja Baracka Obamy stara się zawczasu ustalić szczegóły propozycji wraz z międzynarodowymi negocjatorami oraz najważniejszymi kongresmenami. Ale przed szczytem w Kopenhadze z pewnością nie zdążą oni podjąć decyzji. Może się więc okazać, że do Danii prezydent USA pojedzie z propozycją, którą potem odrzuci Kongres. To i tak lepsze niż nic – twierdzą jednak zwolennicy Kopenhagi.
USA są jednym z największych trucicieli świata. Wraz z Chinami odpowiadają za 40 proc. emitowanych gazów. Dlatego bez Waszyngtonu żadna międzynarodowa umowa o ograniczeniu emisji nie ma sensu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|