91 północnych Koreańczyków zatrzymali tajscy pogranicznicy. Uchodźcy ryzykowali życie, żeby uciec z państwa, gdzie rządzi krwawy tyran, Kim Dzong Il. Teraz o ich losie zadecyduje sąd.
Dla nich to sprawa życia albo śmierci. Jeżeli tajski sędzia każe im wracać do siebie, nie przeżyją. Bo dyktator nie daruje komuś, kto śmiał opuścić komunistyczny raj. Uciekinierów czekają okrutne tortury, a potem kara śmierci.
Dlatego sędziowie raczej pozwolą Koreańczykom normalnie żyć w Tajlandii. Z dala od tajnej policji politycznej szaleńca Kima.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|