Pewna emerytka z Lwowa miała już dosyć karaluchów. Postanowiła pozbyć się robactwa raz, a dobrze. Kupiła na bazarku beczkę płynu owadobójczego i rozlała go w domu. Potem zapaliła świeczkę, by ocenić swoje dzieło. I wtedy dom eksplodował.
Okazało się, że opary płynu owadobójczego były łatwopalne. W mieszkaniu wyleciały wszystkie szyby, a kula ognia wywaliła drzwi i zburzyła ścianę między mieszkaniem starszej pani a sąsiadami. Ogień strawił wszystkie meble. Staruszka na szczęście przeżyła. Leży w ciężkim stanie w lwowskim szpitalu.
Karaluchy również uszły z życiem. Co gorsza, w strachu rozbiegły się po innych mieszkaniach - skarżą się teraz sąsiedzi staruszki. Opary wybuchły, zanim robactwo nawdychało się trucizny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl