Setki uciekinierów, czterech zabitych strażaków i tysiące hektarów lasów strawionych przez ogień. To efekt działań szaleńca, który podpalił lasy w Kalifornii.
Płomienie ogarnęły już sześć tysięcy hektarów lasów. Wszystko wygląda tak, jakby natura sprzysięgła się przeciw strażakom. Silny wiatr, do tego nawet nie zanosi się na deszcz. Z domów musiało uciec ponad 500 Kalifornijczyków, bo inaczej zginęliby w płomieniach.
Gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger ogłosił stan wyjątkowy. Bo strażacy nie radzą sobie z opanowaniem ognia. Są zmęczeni, lecz robią wszystko, by żywioł nie strawił całego stanu. A policja jest już pewna. Ogień nie powstał sam. To musiało być podpalenie umyślne. Gdy władze go złapią, może być sądzony nawet za morderstwo - bo w pożarze zginęło już czterech strażaków.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|