"Wyspy Senkaku są nasze!" - krzyczą Japończycy, gdy ich okręty wojenne odganiają chińskie kutry rybackie. "Wcale nie, bo te wyspy nazywają się Diaoyu i są chińskie" - odpowiadają żeglarze z Państwa Środka. No i konflikt gotowy. Dlaczego te wyspy są tak ważne - tego nie wie nikt. Bo ani nie można na nich zbudować baz wojskowych, ani nie mieszkają na nich ludzie. Ot, skały ledwo wystające z wody.
Tymczasem wystarczy przypadek, by któryś z marynarzy japońskich czy chińskich nie wytrzymał i zaczął strzelać. I wojna gotowa. A może by tak Chiny z Japonią, jak już koniecznie chcą pobrzękiwać szabelką, wzięły się w końcu za Koreę Północną i zabrały szalonemu dyktatorowi z Phenianu jego bombę atomową?
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
