Powody wojen bywały różne. A to komuś ukradziono żonę, a to ktoś miał chrapkę na powiększenie swojego królestwa. Ale walka o bezludne wyspy to dopiero bezsens. Bo Chińczycy i Japończycy biją się o... kawałki skał.
"Wyspy Senkaku są nasze!" - krzyczą Japończycy, gdy ich okręty wojenne odganiają chińskie kutry rybackie. "Wcale nie, bo te wyspy nazywają się Diaoyu i są chińskie" - odpowiadają żeglarze z Państwa Środka. No i konflikt gotowy. Dlaczego te wyspy są tak ważne - tego nie wie nikt. Bo ani nie można na nich zbudować baz wojskowych, ani nie mieszkają na nich ludzie. Ot, skały ledwo wystające z wody.
Tymczasem wystarczy przypadek, by któryś z marynarzy japońskich czy chińskich nie wytrzymał i zaczął strzelać. I wojna gotowa. A może by tak Chiny z Japonią, jak już koniecznie chcą pobrzękiwać szabelką, wzięły się w końcu za Koreę Północną i zabrały szalonemu dyktatorowi z Phenianu jego bombę atomową?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|