Dziennik Gazeta Prawana logo

Chińsko-japońska wojna o bezludną wyspę

12 października 2007, 14:00
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Powody wojen bywały różne. A to komuś ukradziono żonę, a to ktoś miał chrapkę na powiększenie swojego królestwa. Ale walka o bezludne wyspy to dopiero bezsens. Bo Chińczycy i Japończycy biją się o... kawałki skał.

"Wyspy Senkaku są nasze!" - krzyczą Japończycy, gdy ich okręty wojenne odganiają chińskie kutry rybackie. "Wcale nie, bo te wyspy nazywają się Diaoyu i są chińskie" - odpowiadają żeglarze z Państwa Środka. No i konflikt gotowy. Dlaczego te wyspy są tak ważne - tego nie wie nikt. Bo ani nie można na nich zbudować baz wojskowych, ani nie mieszkają na nich ludzie. Ot, skały ledwo wystające z wody.

Tymczasem wystarczy przypadek, by któryś z marynarzy japońskich czy chińskich nie wytrzymał i zaczął strzelać. I wojna gotowa. A może by tak Chiny z Japonią, jak już koniecznie chcą pobrzękiwać szabelką, wzięły się w końcu za Koreę Północną i zabrały szalonemu dyktatorowi z Phenianu jego bombę atomową?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj