Hakerzy mogą wydobyć z nowoczesnego paszportu poufne dane, nie biorąc go nawet do ręki. To dzięki chipowi, w który wyposaża się nowoczesne dokumenty. Ten niewielki układ elektroniczny zawiera informacje o posiadaczu paszportu i przesyła je bezprzewodowo, w teorii tylko do uprawnionych odbiorców. Haker może bez problemu odczytać np. numer paszportu, datę jego ważności, imię i nazwisko oraz datę urodzenia posiadacza.
To nie pierwszy przypadek, by bezprzewodowe identyfikatory - jak te montowane w paszportach - wzbudziły zastrzeżenia. W zeszłym tygodniu bezdotykowe karty kredytowe zostały skrytykowane przez dwóch amerykańskich naukowców. Pomysł, by karta bezprzewodowo przesyłała niezbędne dane do terminalu (bez potrzeby odczytywania paska magnetycznego), rzeczywiście ułatwia życie. Jednak nie wtedy, gdy złodziej jest w stanie podsłuchać taką transmisję przy pomocy sprzętu, który kupi w pierwszym lepszym sklepie elektronicznym za 200 dolarów (około 600 złotych) - pisze DZIENNIK.
Paszporty biometryczne cieszyły się wielką popularnością. Zaczęły je wydawać Stany Zjednoczone i wiele państw Unii Europejskiej, licząc na polepszenie bezpieczeństwa podróżnych i utrudnienie życia terrorystom. Ale pojawił się problem. W tym roku eksperci od bezpieczeństwa zademonstrowali m.in., że z holenderskiego paszportu haker wyciągnie wszystkie informacje, łącznie z odciskiem palca posiadacza. A chip z paszportu niemieckiego można bez trudu skopiować. Pytanie, jak to będzie z polskimi dokumentami?