Najprawdopodobniej zawiodły systemy kontroli japońskiego okrętu podwodnego i nie zadziałały sonary. Przy wychodzeniu z głębin na powierzchnię okręt "Asashio" staranował panamski statek handlowy. Na szczęście nikt nie zginął.
Dla japońskiego kapitana i jego załogi to musiał być prawdziwy szok, kiedy kilka sekund po wynurzeniu dziób ich okrętu uderzył w statek handlowy. Nie mniejsze zdziwienie przeżyła 75-osobowa załoga panamskiego czterotysięcznika "Spring Auster", płynącego do Chin.
Obie jednostki wpadły na siebie niedaleko wyspy Kiusiu, najdalej wysuniętej na południe z czterech głównych wysp archipelagu japońskiego.
Na szczęście nic się nikomu nie stało. Nie wiadomo jednak, jaki los spotka japońskiego kapitana już na lądzie. Bo zgodnie z prawem morskim, to on spowodował kraksę i poniesie za to karę.
Kiedy kilkanaście lat temu doszło do podobnego incydentu, japoński kapitan zgodnie z kodeksem honorowym, obowiązującym samurajów, popełnił samobójstwo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|