Dziennik Gazeta Prawana logo

Wschodni protokół rozbieżności

Prezydent RP Andrzej Duda i prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves
Prezydent RP Andrzej Duda i prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves/PAP/EPA
Wbrew podobnej retoryce interesy Polski i Niemiec na wschód od Bugu nie są jednakowe. Dzielą nas poglądy na przyszłość Ukrainy oraz na przesunięcie natowskich baz do państw wschodniej flanki NATO. 

Do tego, że Niemcy są najbardziej wpływowym państwem UE, nie trzeba nikogo przekonywać. Choćby dlatego polska polityka wschodnia, jeśli ma osiągać sukcesy, nie może być konstruowana bez uwzględnienia podobieństw i różnic interesów obu państw.

W sobotę prezydent Białorusi Alaksandar Łukaszenka ułaskawił sześciu więźniów politycznych. Wśród nich Mikołę Statkiewicza, kandydata na głowę państwa z 2010 r. Polityk nigdy nie poprosił o ułaskawienie, choć dotychczas Łukaszenka podawał taki wniosek jako warunek uwolnienia: Nie pisze, znaczy chce siedzieć. Skoro chce, niech siedzi. Uwolnienie Statkiewicza na półtora miesiąca przed kolejnymi wyborami na dobre otwiera Białorusi drzwi do porozumienia z Zachodem.

Przed poprzednią elekcją Łukaszenka również uwolnił więźniów politycznych, ale nie zrobił następnego kroku, jakim byłyby w miarę swobodne wybory. Mimo że ówcześni szefowie dyplomacji Polski i Niemiec Radosław Sikorski i Guido Westerwelle osobiście obiecywali mu za nie miliardy euro unijnej pomocy. O wartościach Polska i Niemcy mówią na Wschodzie jednym głosem. Treść polityki jednakowa nie jest. Po spałowaniu opozycji w noc wyborczą z 19 na 20 grudnia 2010 r. kolejnym spotkaniem Łukaszenki z niemieckimi politykami była tegoroczna konferencja, na której wynegocjowano warunki zawieszenia broni w Zagłębiu Donieckim. Do Mińska przyjechała kanclerz Angela Merkel. Nas tam nie było, choć przewodniczącym Rady Europejskiej był już Donald Tusk.

Krzysztof Szczerski, który w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy odpowiada za politykę zagraniczną, przekonywał w rozmowie z DGP, że format normandzki, w którym o losach Ukrainy decyduje trójkąt Francja, Niemcy, Rosja, już się przeżył - niezależnie od tego, czy rozejm zostanie ostatecznie złamany (a w ostatnich tygodniach napięcie w Donbasie znów się nasiliło), czy jednak przetrwa. Dołączenie Warszawy do rozmów w tej sprawie jest na granicy tego, co w polityce możliwe. Moskwa nie chce o tym słyszeć, Kijów nie widzi takiej potrzeby, Berlin sądzi, że w ten sposób łatwiej będzie dojść z Kremlem do ładu i wrócić do ulubionego modelu business as usual.

Polacy przy okazji kryzysu ukraińskiego pojawili się na scenie tylko raz. W lutym 2014 r. Sikorski zaproponował Niemcom (i Francuzom) wspólny wyjazd do Kijowa, by nakłonić ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza do powstrzymania rozlewu krwi. Ludzie Janukowycza przekonywali nas nawet, że Sikorski został wykorzystany jako twarz skazanego na porażkę układu, by później RFN mogła odstawić Polskę na boczny tor i na własną rękę podzielić się wpływami z Rosją.

Naczelna rozbieżność między Polską a Niemcami dotyczy bowiem poziomu ustępstw wobec Rosji, na które każda ze stron jest gotowa. Dla Berlina ta poprzeczka leży znacznie niżej.

- mówi DGP szef Ośrodka Analiz Strategicznych Witold Jurasz, były dyplomata. Warszawa w wymarzonym scenariuszu graniczy z integrującą się z Europą Ukrainą oraz liberalizującą się Białorusią bez rosyjskich baz na jej terytorium. Niemcom wystarczy, jeśli oba kraje pozostaną strefą buforową, byleby Rosja uspokoiła swoją politykę zagraniczną, a w Donbasie zapanował pokój.

Według Jurasza ten ostatni model byłby nawet do przyjęcia, gdyby nasze bezpieczeństwo zostało jednoznacznie potwierdzone. Niemcy nie chcą jednak słyszeć o przeniesieniu nad Wisłę natowskiej infrastruktury wojskowej. Dla Polski czy państw bałtyckich byłaby to nie tylko dodatkowa gwarancja, ale i potwierdzenie, że nie jesteśmy członkami NATO drugiej kategorii. Niemcy nie chcą drażnić Rosji, wciąż są też przywiązane do ustnych obietnic udzielonych Moskwie w latach 90., przed poszerzeniem Paktu. W tej kwestii przyszłoroczny szczyt Sojuszu w Warszawie może niewiele przynieść jego gospodarzom.

podsumowuje Witold Jurasz.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWschodni protokół rozbieżności »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj