Przedstawicielka rosyjskiego MSZ przekazała, że Bondarienko przybył 14 stycznia br. do Berlina, gdzie miał uczestniczyć w wydarzeniu organizowanym przez niemiecką partię polityczną Lewica. - Wieczorem tego samego dnia został deportowany do Moskwy. Podstawą do tego był wniosek Polski z 17 listopada 2017 roku o uniemożliwienie Bondarience wjazdu na terytorium państw strefy Schengen. Jako powód zakazu, o ile nam wiadomo, podano pewne zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego" - powiedziała rzeczniczka.

- Nie możemy na podstawie danych, jakimi dysponujemy, wytłumaczyć zachowania strony polskiej inaczej, niż jako próbę ograniczenia - ze względu na motywy polityczne - wolności słowa przedstawiciela rosyjskiego społeczeństwa obywatelskiego na terytorium państw UE - dodała Zacharowa. Oceniła, że doszło do naruszenia "istniejących w tej sferze zasad demokratycznych".

Bondarienko na swoim profilu na Facebooku w niedzielę napisał, że po przybyciu do Berlina został poinformowany, iż ma zakaz wjazdu do strefy Schengen. Według jego relacji przekazano mu, że 17 listopada 2017 roku Polska zażądała, by zakazano mu wjazdu do Unii Europejskiej na trzy lata.

Bondarienko zarzucił Polsce, że objęła zakazem wjazdu także innych politologów z Rosji i ocenił, że jest to próba "zemszczenia się za stanowisko, które zajmują w polityce zagranicznej" ich kraju. Jak zauważył, w Polsce był po raz ostatni w 2015 roku.

Bondarienko, konsultant polityczny, kieruje obecnie ośrodkiem o nazwie Fundacja Polityki Progresywnej. W połowie zeszłej dekady współpracował z obecnym wicepremierem Rosji Dmitrijem Rogozinem, który wówczas kierował nacjonalistycznym ugrupowaniem Rodina (Ojczyzna). Publikuje w mediach rosyjskich opinie dotyczące współczesnej Ukrainy i stosunków rosyjsko-ukraińskich.