Dziennik Gazeta Prawana logo

Wybory na Węgrzech. Zamykano ulice, bo kolejka do głosowania nie mieściła się na chodniku [RELACJA]

8 kwietnia 2018, 21:59
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Wybory na Węgrzech. Kolejka do głosowania w Budapeszcie
Wybory na Węgrzech. Kolejka do głosowania w Budapeszcie/PAP/EPA
W Budapeszcie, jak i innych miejscach na Węgrzech, przez cały dzień trwała pełna mobilizacja. Dotychczas nigdy nie widziałem tak dużej liczby reklam profrekwencyjnych, głównie adresowanych do młodych ludzi, bo to ci, jak głosiła jedna z nich, oddają swoje prawo do decydowania o przyszłości komuś innemu, kto „z chęcią zadecyduje za nich”.

Na wysoką frekwencję liczyli i zwolennicy rządzącej koalicji Fidesz-KDNP, i cała niezjednoczona opozycja. Ale obie strony jej „wysokość” rozumieją zupełnie inaczej. Chociaż premier nawoływał do tłumnego ruszenia do urn wyborczych, to paradoksalnie wysoka frekwencja może najbardziej wesprzeć… opozycję. To zresztą także nie jest takie proste. Im frekwencja niższa, tym większa szansa Fideszu. Jeśli wyniesie w granicach 70-75 proc., to najlepszy będzie wynik całej opozycji, zaś powyżej 75 proc. - to z kolei wyrok na partiach małych, jak Momentum, Polityka Może Być Inna (LMP) czy nawet Koalicja Demokratyczna (DK).

Kolejne godziny, w których Biuro Wyborcze podawało cząstkowe dane o frekwencji wyborczej, elektryzowały wszystkich. Już na kilka minut przed tym momentem serwery nie mogły sobie poradzić z liczbą chętnych do odwiedzenia strony. Po godzinie 9:00 strona nie działała przez kilkadziesiąt minut. Następnie została przygotowana jej bardzo okrojona wersja, gdzie dostępne były tylko trzy aktywne linki.

Jeszcze kilkaset osób w kolejce, ale już wzdłuż tylko jednej a nie czterech ulic. Tu koniec kolejki. O 19 miało zakończyć się głosowanie #Węgry #Węgry2018 #kropka_hu pic.twitter.com/50AgF32SQ3

Dominik Héjj (@kropka_hu) 8 April 2018

Jak dotychczas frekwencja jest najwyższa po 1990 roku. Ale najważniejszym punktem odniesienia jest rok 2002, kiedy wybory jeszcze odbywały się w dwóch turach. To był punkt kulminacyjny węgierskiej polityki. Wówczas Fidesz uległ lewicowo-liberalnej koalicji o włos, w parlamencie uzyskując 10 miejsc mniej i przechodząc do opozycji na osiem lat. Frekwencja w drugiej turze wyniosła wówczas 73,51 proc. Dziś tylko do godziny 11:00, 1/3 uprawnionych oddała już głos, co z polskiej perspektywy wydaje się nie do uwierzenia.

Przed lokalami wyborczymi w niektórych dzielnicach w ciągu dnia ustawiały się ogromne kolejki, w mojej okolicy przy Eötvös utca, kolejka zakręcała za róg ulicy. Policja zamknęła ruch dla samochodów, aby wyborcy mogli oczekiwać na oddanie głosu na jezdni.

W kolejce w XI dzielnicy Budapesztu głosujących wciąż jest kilkaset osób, ktoś daje wodę , ktoś daje jedzenie. #Węgry #Węgry2018 #kropka_hu pic.twitter.com/D0E2h8F88r

Dominik Héjj (@kropka_hu) 8 April 2018

Jak mówił w piątek na zakończeniu kampanii Fideszu Viktor Orbán, wtedy, w 2002 roku, pewni sukcesu tak premier, jak i politycy tej partii, i jej wyborcy, „przez własną głupotę” przegrali wybory. Warto pamiętać, że wówczas w pierwszej turze premier w ogóle nie prowadził kampanii, próbował nadganiać w ostatnich 14 dniach.

W bieżącym roku Fidesz po raz drugi z rzędu nie przedstawił programu wyborczego. Wciąż obowiązujący ma być ten z 2010 roku, który jednak w bardzo wielu aspektach w ogóle nie przystaje do współczesnych wyzwań stojących przed Węgrami. Dość jednak powiedzieć, że sam premier bodaj jeszcze nigdy w historii nie był tak aktywny w czasie kampanii wyborczej. Ponieważ na Węgrzech nie ma ciszy wyborczej, to agitację na ulicach i w mediach wszelkiego typu można było prowadzić przez cały weekend i z tego prawa partie korzystały.

Tegoroczne wybory, tak kampania wyborcza, jak i przebieg głosowania, z pewnością będą niezwykle ciekawym tematem późniejszych badań. Jednocześnie widać, że „samo istnienie” Fideszu i kryzys migracyjny nie są wystarczającymi przesłankami do głosowania na tę koalicję. W kolejnych czterech latach scena polityczna będzie ulegała głębokim przeobrażeniom. Najprawdopodobniej w 2022 roku, kiedy odbędą się kolejne wybory, partie, które będą wówczas ubiegały się o głos wyborców, będą zupełnie inne od tych, jakie znamy dziś.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj