Dziennik.pl logo

Palestyńczycy ze Strefy Gazy mają dość. Od ponad dekady żyją w "największym więzieniu świata"

19 maja 2018, 15:51
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
strefa gazy
strefa gazy/PAP/EPA
Al-Nakba. Katastrofa. Od lat Palestyńczycy nazywali tak rocznicę powstania Izraela. W tym roku katastrofa przerodziła się w masakrę, która na chwilę przypomniała światu o konflikcie bliskowschodnim

Bilal był całym moim światem – rozpaczała Nisma na pogrzebie pierworodnego. – – wspominała sytuację ledwie sprzed kilkudziesięciu godzin.

Choć w poniedziałkowym proteście zginęło ponad 60 Palestyńczyków ze Strefy Gazy (wliczając tych, którzy zmarli w szpitalach od ran), choć na temat nowej fali przemocy wypowiedzieli się już wszyscy najważniejsi światowi przywódcy, a na forum ONZ doszło do awantury między przedstawicielami Izraela i Palestyny – napięcie w Strefie Gazy nie opada. – – lamentuje Nisma.

Ale jej złość nie jest skierowana wyłącznie przeciwko izraelskim żołnierzom. – – komentowała pogrążona w żałobie matka.

Ale ten płacz nad ciałem dziecka to wołanie na puszczy. Palestyńczycy ze Strefy Gazy mają dosyć: od ponad dekady żyją w „największym więzieniu świata” – wąskim na 9 km i długim na 40 km pasie ziemi, zablokowanym od strony lądu, morza i powietrza. Ta dekada była dla nich kompletnie stracona, mieszkaniec Gazy jest dziś biedniejszy niż był w latach 90. A jednocześnie nie ma nawet promyka nadziei na wyjście z impasu: żadna ze stron konfliktu bliskowschodniego nie ma zamiaru nawet udawać chęci do wyjścia poza dzisiejsze status quo.

Ambasada

Nagrane orędzie prezydenta Donalda Trumpa przywieźli do Jerozolimy goście z USA. – – obwieścił miejscowym dygnitarzom amerykański prezydent. – – dorzucił.

Na ceremonię przyjechała z Waszyngtonu delegacja, można rzec, najwyższego szczebla: córka Ivanka, jej mąż – i najbliższy współpracownik lokatora Białego Domu – Jared Kushner oraz sekretarz skarbu Steven Mnuchin. Do zapewnienia im ochrony izraelskie władze skierowały ponad tysiąc funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa i zablokowały wąskie uliczki miasta. Bo placówka w Jerozolimie zwykłą ambasadą nie jest. Przez 70 lat istnienia Izraela do miasta przeniosły się przedstawicielstwa nielicznych państw – dyplomaci woleli Tel Awiw nie tylko ze względu na jego liberalniejszą atmosferę i spokój, ale też ze względów symbolicznych: otwarcie ambasady w Jerozolimie byłoby opowiedzeniem się po jednej ze stron konfliktu bliskowschodniego.

Nic dziwnego, że gdy tylko w grudniu ubiegłego roku Biały Dom ujawnił plany, zawrzało nie tylko w państwach muzułmańskich, które zorganizowały szczyt, by wyrazić – retoryczną jedynie – solidarność z Palestyną. Decyzję pryncypała próbował podważać nawet ówczesny szef Departamentu Stanu Rex Tillerson. Autor jednego z najdosadniejszych epitetów pod adresem prezydenta (miał go określić w mianem „p....o kretyna”) zastrzegał, że ambasada nie zostanie przeniesiona przynajmniej przez rok. – – ucinał jeden z urzędników.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Mariusz Janik
Mariusz Janik

Dziennikarz, fot. Materiały prasowe

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj