Bilal był całym moim światem – rozpaczała Nisma na pogrzebie pierworodnego. – – wspominała sytuację ledwie sprzed kilkudziesięciu godzin.
Choć w poniedziałkowym proteście zginęło ponad 60 Palestyńczyków ze Strefy Gazy (wliczając tych, którzy zmarli w szpitalach od ran), choć na temat nowej fali przemocy wypowiedzieli się już wszyscy najważniejsi światowi przywódcy, a na forum ONZ doszło do awantury między przedstawicielami Izraela i Palestyny – napięcie w Strefie Gazy nie opada. – – lamentuje Nisma.
Ale jej złość nie jest skierowana wyłącznie przeciwko izraelskim żołnierzom. – – komentowała pogrążona w żałobie matka.
Ale ten płacz nad ciałem dziecka to wołanie na puszczy. Palestyńczycy ze Strefy Gazy mają dosyć: od ponad dekady żyją w „największym więzieniu świata” – wąskim na 9 km i długim na 40 km pasie ziemi, zablokowanym od strony lądu, morza i powietrza. Ta dekada była dla nich kompletnie stracona, mieszkaniec Gazy jest dziś biedniejszy niż był w latach 90. A jednocześnie nie ma nawet promyka nadziei na wyjście z impasu: żadna ze stron konfliktu bliskowschodniego nie ma zamiaru nawet udawać chęci do wyjścia poza dzisiejsze status quo.
Ambasada
Nagrane orędzie prezydenta Donalda Trumpa przywieźli do Jerozolimy goście z USA. – – obwieścił miejscowym dygnitarzom amerykański prezydent. – – dorzucił.
Na ceremonię przyjechała z Waszyngtonu delegacja, można rzec, najwyższego szczebla: córka Ivanka, jej mąż – i najbliższy współpracownik lokatora Białego Domu – Jared Kushner oraz sekretarz skarbu Steven Mnuchin. Do zapewnienia im ochrony izraelskie władze skierowały ponad tysiąc funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa i zablokowały wąskie uliczki miasta. Bo placówka w Jerozolimie zwykłą ambasadą nie jest. Przez 70 lat istnienia Izraela do miasta przeniosły się przedstawicielstwa nielicznych państw – dyplomaci woleli Tel Awiw nie tylko ze względu na jego liberalniejszą atmosferę i spokój, ale też ze względów symbolicznych: otwarcie ambasady w Jerozolimie byłoby opowiedzeniem się po jednej ze stron konfliktu bliskowschodniego.
Nic dziwnego, że gdy tylko w grudniu ubiegłego roku Biały Dom ujawnił plany, zawrzało nie tylko w państwach muzułmańskich, które zorganizowały szczyt, by wyrazić – retoryczną jedynie – solidarność z Palestyną. Decyzję pryncypała próbował podważać nawet ówczesny szef Departamentu Stanu Rex Tillerson. Autor jednego z najdosadniejszych epitetów pod adresem prezydenta (miał go określić w mianem „p....o kretyna”) zastrzegał, że ambasada nie zostanie przeniesiona przynajmniej przez rok. – – ucinał jeden z urzędników.