"Trybunał orzekł, że zastosowanie przepisów przewidujących obniżenie wieku przejścia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego (...) narusza zasadę nieusuwalności sędziów, która jest nierozerwalnie związana z ich niezawisłością" - podkreślił TSUE. Jeszcze w ubiegłym roku Trybunał przychylił się do wniosku Komisji Europejskiej o zawieszenie stosowania regulacji w tej sprawie i podjęcia wszelkich kroków, by przywrócić sędziów, którzy przez nowe prawodawstwo zmuszeni byli odejść.

Polskie władze w ślad za tym zmieniły odpowiednio prawo. Na rozprawie KE argumentowała jednak, że nie jest pewne, czy te nowe regulacje eliminują naruszenia prawa Unii. Bruksela nie wycofała skargi, wskazując, że ze względu na znaczenie niezawisłości sędziowskiej w porządku prawnym Unii, sprawa ta powinna zostać rozstrzygnięta.

W poniedziałkowym wyroku TSUE przypomniał, że prawo Unii opiera się na założeniu, że państwa UE podzielają wspólne wartości opisane w art. 2 traktatu. Założenie to ma uzasadniać istnienie między krajami unijnymi, a zwłaszcza ich sądami, wzajemnego zaufania. Dotyczyć ma ono tego - wskazał TSUE - że wartości, na których opiera się Unia, w tym także praworządność, będą uznawane, a w efekcie, że prawo Unii, które wprowadza je w życie, będzie przestrzegane.

Sędziowie w Luksemburgu przyznali, że choć organizacja wymiaru sprawiedliwości należy do państw członkowskich (argument powtarzany przez polski rząd), to kraje UE, wykonując tę kompetencję, mają obowiązek dotrzymywać zobowiązań wynikających z prawa Unii. Trybunał przypomniał, że Karta praw podstawowych UE mówi o zapewnieniu skutecznej ochrony sądowej w dziedzinach objętych prawem UE, a żeby Sąd Najwyższy mógł zagwarantować taką ochronę, musi być niezależny.

W wyroku zaznaczono, że konieczna wolność sędziów od wszelkiego rodzaju ingerencji lub nacisków z zewnątrz wymaga określonych gwarancji, takich jak nieusuwalność. "Zasada nieusuwalności wymaga w szczególności, by sędziowie mogli sprawować urząd do momentu ukończenia obowiązkowego wieku przejścia w stan spoczynku lub upływu kadencji sprawowania danej funkcji" - podkreślił TSUE.

W orzeczeniu zaznaczono też, że od zasady tej mogą być wyjątki, ale wyłącznie pod warunkiem, że uzasadniają je nadrzędne i prawnie uzasadnione względy. Jednak tych - według TSUE - w polskim przypadku nie było. Trybunał odrzucił argumenty rządu, że podstawą obniżenia wieku przejścia w stan spoczynku do 65 lat była chęć dostosowania go do powszechnego wieku emerytalnego.

Sędziowie uznali za to, że wprowadzenie mechanizmu, w którym to prezydent w dyskrecjonalny sposób miał decydować o ewentualnym przedłużeniu służby sędziego, a także to, że przepisy objęły blisko jedną trzecią sędziów SN, w tym jego prezes, mogą wzbudzać poważne wątpliwości co do rzeczywistych celów tej reformy. "Przepisy te nie wydają się ani właściwe dla osiągnięcia wskazywanych przez Polskę celów, ani proporcjonalne" - uzasadnił TSUE.

Sędziowie skrytykowali to, że decyzja prezydenta w sprawie przedłużenia bądź nie możliwości orzekania nie była obwarowana jakimikolwiek obiektywnymi kryteriami i nie musiała być umotywowana. Nie było również od niej możliwości odwołania przed sądem.

Trybunał podkreślił, że gwarancje niezawisłości i bezstronności sędziów wymagają, by dany organ wykonywał swoje zadania w pełni autonomicznie, będąc chronionym przed ingerencją lub naciskami z zewnątrz. Tymczasem - czytamy - "warunki i zasady proceduralne, jakim ustawa o Sądzie Najwyższym podporządkowuje ewentualne dalsze zajmowanie stanowiska sędziego Sądu Najwyższego po ukończeniu zwykłego wieku przejścia w stan spoczynku, nie spełniają takich wymogów".

Ustawa o Sądzie Najwyższym weszła w życie w kwietniu 2018 roku. Na jej mocy wiek przejścia w stan spoczynku sędziów SN został obniżony do 65 lat. Krytycy tych przepisów zarzucali rządzącym, że przepisy służą do przeprowadzania czystki w Sądzie Najwyższym i usunięcia prezes tej instytucji Małgorzaty Gersdorf.

Przedłużenie możliwości orzekania było możliwe, ale konieczne było do tego oświadczenie o chęci dalszego zajmowania stanowiska i uzyskanie na to zgody głowy państwa. Komisja Europejska zaskarżyła te regulacje do Trybunału Sprawiedliwości jesienią ubiegłego roku po bezskutecznych próbach zmiany stanu prawnego w Polsce przy pomocy procedury przeciwnaruszeniowej.

Sprawa była rozpatrywana w trybunie pilnym, dlatego już po kilku tygodniach sędziowie z Luksemburga zdecydowali o zawieszeniu przepisów. Poniedziałkowy wyrok kończy sprawę. Jeśli Polska by się do niego nie dostosowała (co stało się już wcześniej), KE mogłaby się domagać sankcji finansowych.