Z Ministerstwa Zdrowia docierają sprzeczne informacje. Wiceminister Marek Twardowski zapewnia, że rozmowy są na finiszu i nie wyobraża sobie, by szczepionka nie została kupiona. Jednak wczoraj inny wiceszef resortu Adam Fronczak nie wypowiadał się tak jednoznacznie.
Ani resort, ani firmy farmaceutyczne nie ujawniają żadnych szczegółów dotyczących negocjacji. Ustaliliśmy jednak, że rozmowy dotyczą dwukrotnie mniejszej ilości szczepionek, niż dotąd zapowiadano. Wynika to ze zmiany systemu dawkowania. "Czekamy na wyniki badań skuteczności szczepienia jedną dawką" - mówi nasz rozmówca z resortu zdrowia. Jedna dawka kosztuje ok. 5 euro. Za całą partię rząd zapłaciłby 40 mln zł.
Nie mogą o tym marzyć pracownicy firm prywatnych. I to nawet jeśli mają kontakt z wieloma ludźmi, pracując np. w kasie supermarketu czy banku. Jak tłumaczy dr Paweł Grzesiowski z Instytutu Leków, WHO zaleca szczepienie pracowników służby zdrowia, kobiet w ciąży, a także służb niezbędnych dla ciągłości funkcjonowania kraju. Tych jest całkiem sporo.
Tylko kobiety w ciąży i pracownicy służby zdrowia to milion osób. Jak tłumaczy rzecznik Ministerstwa Zdrowia Piotr Olechno, kryteria ustalone przez komitet pandemiczny są bardziej surowe. Szczepione mają być dzieci cierpiące na choroby przewlekłe, kobiety w ciąży, ale tylko ze ścisłym zaleceniem lekarskim, żołnierze i służby medyczne. Resort na razie nie zdradza, w jaki sposób przeprowadzi akcję szczepienia. "Jest to przedmiotem negocjacji z firmami" - mówi Olechno.