Matka innej z betanek, która tydzień temu usłyszała w Superwizjerze o molestowaniu i torturach w klasztorze, jest wstrząśnięta. "Po eksmisji z klasztoru zapadło milczenie. Prokuratura przegapiła moment, w którym mogła zatrzymać księdza Komaryczkę" - mówi kobieta. Opowiada, że córka się jej wyrzekła - powiedziała, że matkę opętał zły duch.

Prokuratura Okręgowa w Lublinie już w sierpniu przesłuchała byłą betankę, która opisywała, w jaki sposób bito ją i molestowano w klasztorze. Śledczy uznali, że dziewczyna jest niewiarygodna. Jak twierdzi Superwizjer, nie powołano jednak psychologa, który mógłby ocenić, czy zeznania rzeczywiście nie zasługują, by dać im wiarę.

Przemocy i molestowania w klasztorze nie potwierdzili przesłuchiwani rodzice, którzy bywali tam gośćmi. Prokuratorzy próbowali też przesłuchać kilka z kilkudziesięciu zbuntowanych zakonnic, ale one odmówiły składania zeznań. Nie przesłuchano także przywódców buntu: siostry Ligockiej i mieszkającego w klasztorze ojca Romana Komaryczki, który miał się dopuścić molestowania.Śledczy uznali, że nie ma powodów do takiego przesłuchania.

Dziś już nikt nawet nie wie, co dzieje się z byłymi betankami. Rodzice dziewczyn boją się, że ich córki nie mają gdzie mieszkać, co jeść i nie są przygotowane do nadchodzącej zimy. Specjaliści, z którymi rozmawiała dziennikarka Superwizjera TVN Monika Bartkowicz, twierdzą, że grupa byłych betonek może być dalej poddawana psychomanipulacji, a eksmisja tylko wzmogła u nich poczucie zagrożenia. Paradoksalnie eksmisja mogła być dla sióstr dowodem na działanie złego ducha, który według przywódców buntu chce zniszczyć wspólnotę.

Mimo wielu apeli i upływu ponad dwóch lat od rozpoczęcia buntu w Kazimierzu, nikt nie zajął się losami grupy, która wypowiedziała posłuszeństwo Kościołowi i zaczęła się kierować własnymi regułami. Co się musi wydarzyć, by wreszcie przeciąć zmowę milczenia wokół sekty? Dlaczego prokuratura nie interweniuje mimo zeznań o znęcaniu się i biciu?

Więcej w reportażu Superwizjera TVN w poniedziałek o godz. 23.20.