Oba programy niby nie są dla siebie konkurencją, bo emitowane będą o różnych porach - program Lisa ma się rozpoczynać o godzinie 21, a "Teraz My" zawsze zaczyna się o 22.30.

To jednak tylko pozory. Główna idea programów to komentowanie aktualnych wydarzeń politycznych, więc można się domyślić, że pomysły na zaproszonych gości mogą być takie same - pisze "Fakt". Co w tym przypadku? Czy goście Lisa będą się przemieszczać w szybkim tempie do kolejnego studia? Czy w takim przypadku Sekielski i Morozowski będą zmuszeni zadawać podobne pytania? Czy nie stracą widzów?

"Mam nadzieję, że widz będzie wybierał nas. W ogóle sie tym nie przejmujemy, robimy swoje" - mówi w rozmowie z "Faktem" Tomasz Sekielski. "Nie zamierzamy zmieniać pory emisji programu. Jesteśmy dzisiaj najbardziej oglądanym programym publicystycznym. Ludzie wiedzą, czego się po nas spodziewać. A właściwie nie wiedzą i dlatego nas oglądają" - dodaje.

Dziennikarze TVN-u wyglądają na pewnych siebie. Trudno im się dziwić, przez ostatnie lata wyrobili sobie znakomitą markę - pisze "Fakt".

Ale Tomasz Lis, jedna z najbardziej znanych i cenionych twarzy w świecie polskich mediów, to z pewnością groźny przeciwnik.

"Ja liczę, że oba programy znajdą sobie widownię i że Tomek wróci do gry" - mówi "Faktowi" Andrzej Morozowski. "Może się okaże, że tylko nam to dobrze zrobi, a nie, że zaszkodzi".

Gdy we wrześniu ubiegłego roku program Lisa "Co z tą Polską?" przestał być emitowany, talk-show TVN-u nie zdobył nowych widzów. "Nie było wtedy wielkiego skoku oglądalności, ale widownia rośnie nam stale" - dodaje Morozowski. Tylko że tamte programy nie były emitowane tego samego dnia.

"TVP już parokrotnie próbowała przykryć nasz program jakimiś produkcjami, ale żadna z nich nie wygrała z naszym programem" - mówi pewnym głosem Tomasz Sekielski. "Życzymy Tomkowi samych sukcesów w TVP. Konkurencja z nim będzie motywująca" - dodaje.