Zatrzymany pod koniec kwietnia Marek Cz., pseudonim Rympałek, wcale nie ukrywał się w Niemczech jak podejrzewała policja, ale regularnie bywał w Warszawie. Wynajmował tu kilka mieszkań. "Uwielbiał luksusy. Po 10 latach odsiadki (wyszedł z więzienia w czerwcu 2007 roku) brakowało mu wystawnego życia. Za ostatnie z mieszkań, które wynajął w Wilanowie, płacił ponad 2500 zł miesięcznie. "Lokal był wyposażony w supernowoczesny sprzęt audio-video, jakiego żaden z nas nigdy nie widział. Ciekawe skąd miał na to pieniądze, skoro jest bezrobotny i nie zostało mu nic ze skoków sprzed lat" - zastanawia się na łamach tygodnika "Wprost" oficer warszawskiego CBŚ.

Rympałek był częstym gościem warszawskich kasyn, gdzie pożyczał pieniądze na wysoki procent. Gangster, jako jeden z nielicznych, był przeciwko dopuszczeniu do najważniejszych pozycji w przestępczym półświatku bandytów z terenów byłego ZSRR i Turcji. Na tych uprzedzeniach, bardzo silnych wśród gangsterów, chciał budować swój nowy gang - pisze tygodnik "Wprost". Rympałek próbował zjednać sobie gangsterów z grupy "mokotowskiej", którzy pracowali kiedyś dla niego. Zdążył jednak podpaść niedobitkom "Pruszkowa", od których chciał ściągać haracz.

Marek Cz. był poszukiwany listem gończym. Miał odbyć odwieszoną część kary więzienia. Do końca wyroku zostało mu tylko kilkanaście miesięcy. Policjantom miał powiedzieć, że po tylu latach za kratami nie chciał po prostu wracać do więzienia, bo każdy jeden dzień więcej na wolności był dla niego bezcenny.