Wszystko wskazuje na to, że ma to związek z nadchodzącym posiedzeniem rady nadzorczej i możliwym zawieszeniem samego Urbańskiego.

Reklama

Spotkanie miało być w czwartek. "Jestem wciąż poza Warszawą" - tłumaczyła Hanna Lis, dlaczego jeszcze nie rozmawiała z prezesem. Oprócz nich w piątkowej rozmowie mają uczestniczyć dyrektor Agencji Informacji Aleksandra Zawłocka i szef "Wiadomości" Krzysztof Rak. To on rzekomo miał zdecydować o zawieszeniu dziennikarki.

Pracownicy TVP zastanawiają się, co gwiazda "Wiadomości" usłyszy od prezesa. "Jesteśmy bardzo ciekawi. Ostatnio nie doszło do żadnej awantury i nie było powodu, żeby ją zawieszać" - mówi jeden z dziennikarzy.

Dla wielu osób wyjaśnienie jest proste. Na Woronicza mówi się, że nagłe odsunięcie Hanny Lis od prowadzenia "Wiadomości" ma związek ze zbliżającym się posiedzeniem rady nadzorczej TVP i prawdopodobnym wnioskiem o zawieszenie lub nawet odwołanie prezesa Andrzeja Urbańskiego. Wszystko wskazuje na to, że politykom PiS przestała się podobać polityka programowa prezesa TVP, m.in. właśnie to, że podpisał kontrakty z Tomaszem i Hanną Lis. Dzięki "głowie" tej ostatniej miałby on ocalić stanowisko. "Moment jej zawieszenia nie jest przypadkowy. Wiadomo było, że nie ma jej w Warszawie, bo pojechała do operowanego ojca i że szybko nie przyjedzie, żeby ratować sytuację" - mówi jeden z pracowników telewizji.

Posiedzenie rady nadzorczej odbędzie się za tydzień. Wiadomo już, że LPR-owscy członkowie rady złożyli wnioski o zawieszenie Marcina Bochenka i Sławomira Siwka oraz o odwołanie przewodniczącej rady Janiny Goss. Cała trójka związana jest z PiS.