Kiedy w maju zeszłego roku otwarto w Manchesterze polski konsulat, wicekonsul Szymon Białek przekonał się zaraz, że to jeden z najpoważniejszych problemów, z jakimi będzie miał do czynienia.
"Tym, co mnie najbardziej zaskoczyło, była ogromna liczba samobójstw. Już pierwsza sprawa, którą się zajmowaliśmy, była wstrząsająca. Najpierw samobójstwo popełniła matka, a
zaraz potem powiesił się również ojciec. Zostawili dwójkę dzieci" - opowiada.
Sprawę drobiazgowo opisywały wtedy brytyjskie media. Dariusz i Dorota przyjechali do Wielkiej Brytanii w 2007 r., szukając tam lepszego życia. Kiedy okazało się, że mają , postanowili odebrać sobie życie.
To tylko jedna z wielu tragicznych historii. Jak twierdzi wicekonsul Białek, w północnej Anglii i Walii przynajmniej raz w miesiącu któryś z polskich emigrantów popełnia samobójstwo. Na tym
terenie samobójstwa stanowią aż 32,5 proc. wszystkich zgonów wśród Polaków. "Właśnie mam na biurku kolejne papiery, tym razem chodzi o dwudziestoparolatkę, która się
powiesiła" - mówi dyplomata.
W mniej uprzemysłowionej południowej Anglii samobójstwa polskich emigrantów stanowią kilkanaście procent wszystkich przypadków śmiertelnych. Ta liczba jednak stale rośnie - w 2007 r. było
ich 34, tymczasem w ubiegłym już 49. Jak twierdzi Monika Panasiuk z polskiego konsulatu w Londynie, najczęściej odbierają sobie życie osoby z roczników 1978-84. "I zazwyczaj są to
mężczyźni. Pamiętam tylko dwa przypadki kobiet" - dodaje Panasiuk.
"Życie na emigracji nie jest łatwe, a gdy pojawiają się kłopoty finansowe i trudności z dostosowaniem się do tutejszych warunków, coś w człowieku pęka. I wybiera rozwiązanie
najgorsze z możliwych" - tłumaczy wicekonsul Szymon Białek.
Zdaniem specjalistów wielu Polaków cierpi na klasyczny angielski spleen spowodowany przez wiecznie szarą i deszczową pogodę na Wyspach. "Oczywiście sama pogoda nie może być przyczyną samobójstwa, ale może być kropką nad <i>" tłumaczy psycholog Agnieszka Major z Polish Psychologists’ Club, która od kilku lat pomaga Polakom na Wyspach.
Często przyczyną dramatycznej decyzji może być samotność. 34-letni Przemek zarabiał w Belfaście na żonę i dziecko pozostawione w Polsce. Jak twierdzą jego bliscy, ale nie chciał wracać do kraju, bo ciągle miał nadzieję, że znajdzie jeszcze lepiej płatną pracę. Gdy jego plan spalił na panewce, postanowił się powiesić.
Dziennikarze z lokalnego dziennika ”Belfast Telegraph” dali jego historii znamienny tytuł: ”Śmierć samotnego ojca, który marzył o lepszym życiu”.
Zdarza się, że do samobójstwa doprowadzają napięcia w zgodnych do tej pory związkach. Tak było w przypadku dwóch samobójstw, do jakich doszło pod koniec czerwca ub.r. na farmie truskawek w Marden, niewielkiej wsi w środkowozachodniej Anglii. 37-letni Wiesław razem z partnerką chcieli trochę dorobić, zostawili więc w Polsce 6-letniego syna i pojechali na Wyspy. Dość szybko zaczęły się między nimi kłótnie. Podobno dzień przed tragedią partnerka Wiesława powiedziała mu, że po powrocie do Polski wyjdzie za kogoś innego. O 4 nad ranem mężczyzna powiesił się na pasku od spodni w szafie.
Kilka dni później na tej samej farmie powiesił się 49-letni Piotr. Chciał wrócić do swojej dziewczyny, którą porzucił dla emigrantki z Litwy, jednak ta go nie przyjęła. Podobno zanim popełnił samobójstwo, chodził od domku do domku, bo chciał z kimś porozmawiać. Bo - jak twierdzi psycholog Agnieszka Major - . "Gdy coś nas bardzo gnębi, lepiej jest nawet zaczepić kogoś obcego na ulicy i pogadać. To może uratować życie" - mówi.
p
Zgłaszają się do mnie osoby, które mają myśli samobójcze, i takie, które są po próbach samobójczych. Często są to ludzie, którzy mieli już problemy w Polsce.
Być może wyjazd był już spowodowany tym, że ktoś źle się czuł i uważał, że taki krok może coś zmienić. Jednak emigracja nie jest w takiej sytuacji rozwiązaniem, a wręcz odwrotnie -
może sprawę jeszcze pogorszyć. Sama zmiana otoczenia wiąże się z ogromnym wysiłkiem emocjonalnym. Człowiek jest w sytuacji, w której musi stawiać czoła nowym wyzwaniom. A jeżeli
generalnie nie radzi sobie z problemami, to tym bardziej w obcym kraju będzie mu trudno im sprostać.
Staram się pomóc tym osobom odnaleźć wiarę we własne siły. Ale czasem też proszę, żeby ktoś się zastanowił, jak by się czuł w Polsce. Zazwyczaj nie jest to dla nich dobra opcja, bo w
kraju może być tak samo. Najbardziej pomaga im jednak to, że mogą porozmawiać. Mam przypadki, kiedy ludzie są na granicy zachowań samobójczych. Wtedy jestem dla nich pod telefonem 24 godziny
na dobę, także w nocy. Zdarza się też, że niektórzy nie chcą się zabić, tylko zwrócić na siebie uwagę. Gorzej, jeżeli ktoś chce odebrać swoje życie pod wpływem narkotyków. A
niestety bardzo często młodzi ludzie, którzy nie radzą sobie z problemami, zaczynają sięgać po różne środki odurzające, których działanie uboczne może doprowadzić do tragedii.
W takich sytuacjach może uratować nawet zwykła rozmowa z człowiekiem przygodnie spotkanym na ulicy.
*Agnieszka Major, psycholog z Polish Psychologists’ Club