Dziennik Gazeta Prawana logo

Więzienny romans "Inki"

14 kwietnia 2009, 13:13
Ten tekst przeczytasz w 10 minut
Więzienny romans "Inki"
Inne
Sobota, 11 kwietnia 2009 r. Więzienie na warszawskiej Olszynce Grochowskiej. Godzina 8:12. W bramie więziennej stanęła słynna Halina G. "Inka", odsiadująca wyrok za pomoc w zabójstwie byłego ministra sportu Jacka Dębskiego. Po ośmiu latach więzienia wychodzi na wolność.

Na olbrzymim placu przywięziennym, w połowie będącym łąką, a w niewielkiej części improwizowanym parkingiem, pełno wozów transmisyjnych telewizji publicznej i prywatnych. Tłum dziennikarzy i paparazzi. Niektórzy byli tu już o 6 rano, aby nie przegapić możliwości zrobienia zdjęć i ewentualnej rozmowy z bohaterką dnia.

Tymczasem wszyscy oczekujący zostali wystawieni do wiatru. . Spodziewałem się tego, gdyż plan szybkiej ewakuacji "Inki" znałem dzień wcześniej. Wiedziałem, że jej mąż, Francuz Jerome B., nie przyjedzie własnym samochodem na francuskiej rejestracji, aby uniknąć nagabywań dziennikarzy o rozmowę. Przywiezie go własnym samochodem jego znajomy. Ustawią się nieopodal bramy wyjściowej z dziedzińca, tak aby wychodząca "Inka" mogła w miarę szybko znaleźć się w oczekującym na nią aucie. Aby wszystko poszło sprawnie, ". Ona miała mu zasygnalizować, że jest już gotowa do wyjścia, a on miał jej powiedzieć, gdzie stoi jego samochód i jak wygląda sytuacja na zewnątrz. Jakie są media, ilu jest dziennikarzy itd.

Mimo tej wstępnej wiedzy, którą miałem, to, co zobaczyliśmy, i dla mnie było szokujące. Dwie, trzy minuty przed ósmą pod areszt podjechał czarny, osobowy mercedes. Ustawił się tyłem do bramy dziedzińca tak, aby być przygotowanym do szybkiego odjazdu. Kierowcą był ok. 30-letni ogolony na łyso mężczyzna. Na oko mógłby uchodzić za "człowieka z miasta". Zaciągnął go tak mocno, że jego twarz była niewidoczna.

Nagle wszystkich zelektryzowała postać, która pojawiła się w bramie więziennej. Przez tłum dziennikarzy przebiegł szmer: "Inka, Inka". Teraz wszystko rozegrało się niczym w gangsterskim filmie. W ciągu kilku sekund. "Inka" po wybiegnięciu z bramy więziennej, na chwilę zwolniła i szybkim krokiem przeszła dziedziniec. . Ubrana w jasnoniebieskie dżinsy i stalową bluzę od dresu z kapturem. Kapturem zakryła twarz, zaś oczy przesłoniła słonecznymi, ciemnymi okularami. Z furtki w bramie zjazdowej stojącego nie dalej jak metr od bramy.

Po otwarciu drzwi w stronę dziennikarzy, którzy oblegali z kamerami, aparatami fotograficznymi i mikrofonami samochód, jakby na pożegnanie wykonała jedynie ostentacyjny, obrażający gest - . Mercedes wystartował niczym bolid Formuły 1. W pościgu za nim ruszyły dwa samochody paparazzi.

Jeszcze w sobotę po południu Jerome i "Inka" odjechali do Francji. Na posesji swojego polskiego kolegi zapakowali się do należącego do Jerome'a potężnego vana, mercedesa vito, i . Jak powiedział swoim znajomym Jerome B., to on zdecydował, żeby odbyć podróż własnym samochodem, a nie np. samolotem. W samolocie najprawdopodobniej "Inka" byłaby rozpoznana przez polskich współpasażerów.

Frapującą zagadką będzie to, jak "Inka" ułoży sobie życie w nowych warunkach? W obszernej rozmowie, jaką przeprowadziłem z nią blisko rok temu powiedziała: "Wolność jest dla mnie jak kosztowanie lizaka przez szybę. Wiem, że ona istnieje, ale jej nie czuję". . Powiedzmy dość surowo, ale prawdziwie - znany jej również "niczym lizak przez szybę". Choć zakochany w niej od 11 lat. Wtedy to właśnie, w 1998 r., Jerome B. był częstym gościem w Polsce. Przyjeżdżał do naszego kraju jako przedstawiciel spółki francuskiej sprzedającej sprzęt pożarniczy. W sekretariacie jednej z firm warszawskich za biurkiem zobaczył młodziutką wówczas, ale będącą już po przejściach Halinę G. I zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia.

On też zrobił na niej wrażenie. Zawiózł ją też do swojej rodziny na południu Francji. Tam a jej małżeństwo okazało się kompletną klapą. A co najważniejsze, nie powiedziała też, że związana jest z mafijnym bossem z Wiednia - "Baraniną". Wtedy Jerome i Halina rozstali się. Jerome wrócił do Haliny G. niespodziewanie, kiedy siedziała już w więzieniu. Twierdził, że "nie może bez niej żyć”. Odwiedzał ją regularnie za kratami przez trzy lata. Pod koniec 2004 roku ., która od tego momentu używa wyłącznie nazwiska męża.

"Inka” pochodzi z patologicznej rodziny. Ojciec zmarł w 1999 roku, nie mając jeszcze 50 lat, w wyniku alkoholizmu. Wcześniej odszedł od matki i od kilkuletniej Haliny. Pozostał po nim stary, zdezelowany domek w pobliżu podwarszawskiego Otwocka. Ze swojej rudery, zza płotu zaniedbanej posesji, "Inka” oglądała nowe, kolorowe, potężne wille wyrastające po przeciwnej stronie drogi. Już w szkole podstawowej marzyła, żeby przenieść się do jednej z nich. Wyrwać się do innego, bogatszego świata. Udało jej się to rok po skończeniu technikum chemicznego, kiedy była 20-latką. Był to rok 1995. . Usamodzielniła się w tym czasie. Pracowała w butiku, w nowo otwartym centrum handlowym Promenada. Choć sama nieźle zarabiała, zaimponowały jej jego pieniądze, samochód i posłuch, jaki miał wśród kumpli w czasie nocnych dyskotek w Coloseum. Zamieszkała z nim, . Zaczęła chodzić na siłownię na Gwardię z Adamem i jego kompanami. Nauczyli ją strzelać z glocka i cezetki.

W tym czasie też poznała niejakiego Marka, który po kilku tygodniach znajomości oświadczył się jej. A ponieważ w tym czasie . Zawarła je latem 1996 roku, ale po tygodniu uciekła od niego z powrotem do Adama. Jednakże w grudniu 1997 roku Adama Szymańskiego znaleziono zastrzelonego w samochodzie, w lesie pod Otwockiem. Od tego momentu została luksusową call girl. Latem 1998 roku nieżyjący już dziś gangster Rafał Kanigowski pojechał z "Inką" na Słowację, gdzie miała rzekomo dostać atrakcyjną pracę. , a z nim pojechała już na dłużej do Wiednia, stając się jego kochanką. Nie przeszkadzało jej to, że jej kochanek mógłby być równie dobrze jej ojcem. Miał już wtedy bowiem ponad 50 lat, a ona 22. , co zapewniał jej "Baranina". On płacił też za ich wspólne podróże do atrakcyjnych kurortów w basenie Morza Śródziemnego. Ale wypoczywali też na Florydzie, na Karaibach i w Hong-Kongu.

Po powrocie do kraju "Inka" nadal była uzależniona od "Baraniny". Była na sowitej pensji za pełnienie roli opiekunki dzieci siostry swojego protektora, Bożeny T. Jednocześnie, w wolnych chwilach, , z którymi się stykała towarzysko lub z obowiązku. A także tych, których wskazał "Baranina". Krótko mówiąc, stała się jego oczami i uszami w Warszawie. Tak trafiła m.in. do Jacka Dębskiego.

Już na zawsze pozostanie nierozwiązaną zagadką, czy "Inka" wiedziała, że prowadzi Jacka Dębskiego pod kulę zabójcy, kiedy w noc z 10 na 11 kwietnia 2001 r. wymykała się z nim z restauracyjki "Casa Nostra" na warszawskim Wale Miedzeszyńskim, w pobliżu mostu Poniatowskiego. Udało jej się przekonać sąd, że nie mogła przewidzieć tak tragicznego końca tego spaceru dla byłego ministra sportu.

Była ciepła, wiosenna noc. "Inka" szła lekko przytulona do Dębskiego, adorującego ją już otwarcie od wielu miesięcy. Nagle, zza rosnących na poboczu chodnika zarośli wyłonił się "Sasza", zawodowy morderca, znajomy "Inki” i "Baraniny”. Stanął o pół kroku przy spacerującej dwójce, i .

Dębski zmarł po kilku godzinach w szpitalu, nie odzyskawszy przytomności. Zabójca i dziewczyna rozbiegli się z miejsca zdarzenia w różnych kierunkach. Świadkowie widzieli tylko postać kobiety wbiegającej po schodach wiaduktu mostu Poniatowskiego. Kiedy policja i prokuratura poszukiwały owej kobiety, a wiedziały, że jest nią Halina G., ona sama zgłosiła się na policję. zeznając według poleconej przezeń wersji. Utrzymywała, że nic nie pamięta z tamtego wieczoru, ponieważ była kompletnie pijana. Po kilku tygodniach jednak, przyjmując propozycję współpracy z prokuraturą w zamian za łagodny wyrok, . Po roku śledztwa przebywająca cały czas w areszcie "Inka" . W nagrodę za współpracę sąd dał jej ośmioletni wyrok, kwalifikując jej czyn jako pomocnictwo w zabójstwie.

Na kilka dni przed wyjściem ”Inki” z więzienia udało mi się dotrzeć do dwójki jej dawnych znajomych. Jednym z nich jest były kolega z technikum chemicznego, jej dawny sąsiad z podwarszawskiego osiedla. Sporo powiedziała mi też jej dawna koleżanka, z którą "Inka” pracowała w dawnych czasach w butiku. Według ich opinii, a z każdą z tych osób rozmawiałem oddzielnie, wyłania się mało korzystny obraz "Inki”. Obydwoje nie wróżą też długiej przyszłości jej obecnemu małżeństwu.

” - mówi jej kolega. "Nie ma mieszkania, bo matka pozbyła się rodzinnego domku. Nie ma nikogo bliskiego poza matką. Ale one we dwie już kiedyś nie potrafiły żyć w zgodzie. Halina nie ma też teraz pieniędzy, do których przywykła. Już nauczyła się je wydawać lekką ręką na drogie kosmetyki, ciuchy, buty. I prowadzić wystawny styl życia. i dlatego jakiś czas przy nim pozostanie. Niemal ręczę, że w międzyczasie będzie odgrzewała stare znajomości w Polsce. A tu . Jak tylko poczuje mocny grunt pod nogami w Polsce, ani przez chwilę nie zawaha się opuścić Jerome’a” - kończy swoją prognozę dawny bliski znajomy. I dodaje: "Zobaczy pan, że za kilka lat klawisze powitają ją na Olszynce Grochowskiej jak starą znajomą”.

Również dawna koleżanka "Inki” przewiduje dla niej podobną przyszłość. "Poznałam >Inkę< w czasach, kiedy była już związana z >Baraniną<” - opowiada. "Raz czy dwa zadrwiłam sobie z niej pytając, dlaczego zadaje się z emerytem. >Inka<, będąc nieco na rauszu, wyznała mi, że rajcują ją mocni mężczyźni, prawdziwi twardziele. Tylko tacy wyzwalają u niej adrenalinę, którą uwielbia. Kilka razy widziałam w tamtych czasach Jerome’a. Jest fantastycznie przystojny i atrakcyjny. Ale >Inka< , który może zapewnić jej materialny komfort” – mówi dawna znajoma "Inki”. Jej zdaniem "Inka” szybko wróci do kraju, by zanurzyć się w dobrze jej znanym towarzystwie z półświatka. Czyżby tak właśnie miały się potoczyć losy "Inki”? Może to, co mówi jej dawna koleżanka, nie jest dalekie od prawdy? Jej czarny scenariusz był tak bliski temu, co się niedawno zdarzyło. A ja prawdopodobnie jako jeden z niewielu znałem tę tajemnicę "Inki” z ostatnich kilkunastu miesięcy. W tym właśnie czasie

Przypomnę, że w latach 2005-2006 "Inka” siedziała w więzieniu w Grudziądzu. . W tamtejszym więzieniu do dziś historia tej niespodziewanej miłości jest głośna. Znają ją koleżanki z celi "Inki”, wiedzą o niej strażnicy. Po przeniesieniu "Inki” do więzienia na Olszynce Grochowskiej gorący romans nadal trwał. "Inka” i jej nowy wybranek wyznania składali sobie teraz w listach. Jej oczarowanie nowym związkiem było tak silne, że Dopiero na początku tego roku "Inka” dała się przekonać swemu francuskiemu mężowi, by pozostała przy nim.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj