Dyspozytorka pogotowia w Sosnowcu zignorowała telefony z rozpaczliwą prośbą o pomoc. Przez godzinę nie chciała wysłać karetki do ciężko chorego. Rodzina umierającego mężczyzny dzwoniła, a dyspozytorka rzucała słuchawką. W końcu było za późno.
Szefostwo pogotowia broni pracownicy i twierdzi, że kobiecie... pomyliły się wezwania. Bo w tym czasie z ulicy Staropogońskiej były dwa telefony. I dyspozytorka wysłała karetkę tylko do pierwszego wezwania.
Rodzina umierającego mężczyzny przez godzinę błagała o ambulans. 80-latek skarżył się na potworny ból w klatce piersiowej, tracił przytomność. Dyspozytorka twierdziła, że karetka już pojechała. Okazało się, że nie do niego.
Dyrektor pogotowia nie wie jeszcze, czy zwolni nieodpowiedzialną kobietę. Chce najpierw posłuchać, jak dyspozytorka mu się wytłumaczy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|