Szefostwo pogotowia broni pracownicy i twierdzi, że kobiecie... pomyliły się wezwania. Bo w tym czasie z ulicy Staropogońskiej były dwa telefony. I dyspozytorka wysłała karetkę tylko do pierwszego wezwania.
Rodzina umierającego mężczyzny przez godzinę błagała o ambulans. 80-latek skarżył się na potworny ból w klatce piersiowej, tracił przytomność. Dyspozytorka twierdziła, że karetka już pojechała. Okazało się, że nie do niego.
Dyrektor pogotowia nie wie jeszcze, czy zwolni nieodpowiedzialną kobietę. Chce najpierw posłuchać, jak dyspozytorka mu się wytłumaczy.